... wszystko co dostępne zebrane w jednym miejscu ...
... materiał zawiera CYTATY prac innych autorów (co zostało wyraźnie uwidocznione) celem poszerzenia dostępu / stworzenia solidnej opowieści - materiału informacyjno-edukacyjnego …
· Pełne imię i nazwisko: Helena Cecylia Stefania Mathea
· Data urodzenia: 25 stycznia 1922 r.
· Miejsce urodzenia: Katowice – Ligota (dzielnica Katowic)
· Rodzice: ojciec – Stefan Mathea, matka – Klara Mathea (z domu Krzikalla)
Jest córką powstańca śląskiego, radcy kolejowego Stefana Mathei oraz Klary Mathei (rodowe nazwisko: Krzikalla). Jej stryjem był ksiądz Karol Mathea, poseł do Sejmu Śląskiego, a po wojnie proboszcz parafii św. Piotra i Pawła w Katowicach. Mieszkali w willi przy ul. Śląskiej 5 w Katowicach.
Kiedy wybuchła II wojna światowa, miała 17 lat. Trafiła do konspiracji – lokalnego oddziału Sił Zbrojnych Polski. Szybko stała się kurierką. Otrzymała pseudonim "Julka". W październiku 1940 roku jej oddział aresztowało Gestapo, a większość jego członków zginęła w egzekucjach lub obozach. Wtedy właśnie padło podejrzenie na "Julkę", która była najbliższą współpracownicą szefa oddziału Karola Kornasa, ale została zwolniona z więzienia. Według niektórych źródeł zapraszała uczestników ruchu niepodległościowego do kawiarni, gdzie zostawali przejęci przez Gestapo. Karol Kornas został poddany brutalnemu przesłuchaniu podczas którego odmówił zeznań. Wtedy Gestapo miało zaaranżować konfrontację: do skatowanego Kornasa podeszła "Julka" i bijąc go zaczęła wymieniać szczegóły dotyczące operacji ruchu oporu. Przed wykonaniem wyroku przez ścięcie, Kornas zdążył napisać gryps: "Julka jest agentką".
Po kolejnych wpadkach ruchu oporu do Katowic przybył oficer polskiego wywiadu Antoni Goszczyk, którego zaniepokoiła pozycja kobiety oraz wpływy jakie posiadała. Stwierdził iż współpracuje ona z Gestapo i domagał się jej likwidacji. W nocy z 17 na 18 grudnia 1941 roku Gestapo aresztowało 456 żołnierzy Inspektoratu Katowickiego ZWZ. Trzech zabito podczas akcji, a wiekszość pozostałych zginęła później w obozach i egzekucjach. Ze względu na prawdopodobny udział "Krwawej Julki" w tym wydarzeniu Wojskowy Sąd Specjalny Śląskiego Okręgu AK wydał na nią wyrok śmierci. Mathea wyjechała jednak do Wiednia na studia medyczne.
Po wojnie wróciła do Katowic i zaczęła przekonywać pozostałe przy życiu osoby, które ją znały, o swojej niewinności. Nie znalazła jednak wśród nich poparcia. Poczuła się zagrożona i rozpoczęła przygotowania do wyjazdu ze Śląska. Na katowickim dworcu zatrzymał ją jeden ze zdradzonych - Ryszard Koczy, którego brat zginął podczas wojny. Próbując ją zatrzymać wezwał na pomoc straż kolejową. Mathea jednak zdołała wymknąć się, przekonując strażników, że Ryszard Koczy jest wariatem, który ją prześladuje. Wkrótce w przebraniu siostry PCK uciekła do Wielkiej Brytanii. Wyszła za mąż w Londynie za Andrzeja Służewskiego i przyjęła jego nazwisko. W 1949 roku polskie władze wnioskowały o ekstradycję Heleny Mathei, ale bezskutecznie. Wszczęte w 2001 roku przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, kolejne śledztwo, zostało w 2006 roku zawieszone ze względu na brak możliwości ustalenia miejsca pobytu.
Tymczasem w 2006 r., po trzech latach prywatnego dochodzenia, Piotrowi Płatkowi, dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" udało się dotrzeć do "Matejanki" i przeprowadzić z nią wywiad. Tłumaczyła, że została wypuszczona z więzienia, bo sympatią darzył ją niemiecki komisarz kryminalny Paul Breuche. Jako prawdziwego sprawcę dekonspiracji wskazała niemieckiego agenta Pawła Ulczoka, skazanego na śmierć w powojennym procesie. Twierdziła, że do Polski bała się przyjechać, bo nie wierzyła w sprawiedliwy wyrok komunistycznych sądów. Twierdziła również, że cała historia jej zdrady została wymyślona przez władze komunistyczne, by zniszczyć Karola Matheę. Dziennikarze GW odmówili jednak prokuratorom IPN podania adresu "Matejanki" w Wielkiej Brytanii chcąc w ten sposób ochronić ją przed deportacją do Polski i postawieniem jej przed sądem.
Wszystkie lata po WW2 (aż do 'naturalnej' śmierci w roku) mieszkała w Wlk.Brytanii, prawdopodobnie chroniona przez brytyjskie służby specjalne w zamian za to że została ich konfidentką.
„Krwawa Julka” – najsłynniejsza agentka gestapo
Helena Mathea, zwana Matejanką, używająca pseudonimów „Jula” i „Lu”, pochodziła z patriotycznej rodziny z Katowic – Ligoty. Przed wojną należała do harcerstwa. Przy tym była kobietą niezwykłej urody. Wysoka, zgrabna, z długimi blond włosami, obdarzona promiennym uśmiechem – mężczyźni wprost szaleli na jej punkcie. Czy to ona stała za aresztowaniem Karola Kornasa, którego była łączniczką? Nie ma na to bezpośrednich dowodów, ale wiele wskazuje na to, że już wówczas była agentką gestapo. Przypomnijmy, że Karol Kornas, szef sztabu Okręgu Śląskiego ZWZ, został aresztowany przez gestapo 17 listopada 1940 roku.
Ludwik Walczak, na przełomie wiosny i lata 1941 roku był przesłuchiwany w więziennej izbie chorych przez gestapowca nazwiskiem Marol, któremu towarzyszyła – jak to określił – piękna blondynka. Zeznania składał po niemiecku, a gdy miał problem ze znalezieniem właściwego słowa po niemiecku, to wtrącała się owa blondynka, która tłumaczyła je z polskiego na niemiecki. Później dowiedział się, że ową blondynką była Matejanka, której to jednak nie znał z pracy konspiracyjnej, bowiem jego łączniczką była „Genia” (Wanda Kurkówna z Tarnowskich Gór, nauczycielka z Piotrowic).
Walczak miał się potem dowiedzieć od Józefa Pukowca, komendanta Śląskiej Chorągwi Harcerzy i zarazem szefa Biura Informacji i Propagandy Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ, aresztowanego 18 grudnia 1940 r., ściętego na gilotynie w Katowicach 14 sierpnia 1942 roku, że podobno w maju 1940 roku został zatrzymany przez gestapo, a następnie zwolniony ojciec Matejanki. Zdaniem Pukowca, to wtedy Matejanka miała podjąć współpracę z gestapo („w zamian za uwolnienie ojca”). Pukowiec miał nadto oświadczyć, że to Matejanka sypnęła Glaglę i Aniołów, bowiem Gestapo, przychodząc po tych ostatnich, świetnie orientowało się w rozkładzie budynku, wiedząc, gdzie znajduje się drukarnia.
Jak wynika z relacji Jerzego Janoty, do konspiracji wciągnął Matejankę właśnie Bronisław Anioł. Była dyspozycyjna, aktywna i wkrótce została łączniczką. To właśnie w domu Aniołów w Ligocie – Zadolu drukowana była gazetka „Świt”. Bronisław Anioł został aresztowany, a następnie skazany na karę śmieci przez ścięcie. Jerzy Janota ps. „Jan” z Ligoty był kurierem Delegatury Rządu RP na Okręg Śląski i jeździł z pocztą konspiracyjną do Warszawy. On to zawiózł do Warszawy, do Alojzego Targa, gryps od Bronisława Anioła, który zaczynał się od słów „Uważajcie na Helę Matejankę”. Dalej w grypsie tym Bronisław Anioł miał napisać, że Matejanka była na jego przesłuchaniu i gdy on wypierał się, ona właśnie uderzyła go w twarz.
Warto w tym kontekście przywołać wspomnienia siostry Jerzego Rudy ps. „Jolly”, która chodziła do siedziby gestapo, mieszczącej się na ul. Powstańców w Katowicach, prosząc o możliwość widzenia z bratem:
„Wchodząc do budynku widziałam ją [Matejankę] jak siedziała w fotelach w wykuszu, roześmianą w towarzystwie podrywających ją gestapowców. Gdy mnie zobaczyła, przestała się śmiać i skinęła głową, po czym szepnęła coś najbliższemu esesmanowi do ucha i oboje patrząc na mnie, wybuchnęli śmiechem”.
Było to gdzieś w okolicach marca 1941 roku. Jerzy Ruda aresztowany został 18 grudnia 1940 roku, a zmarł 17 kwietnia 1941 roku. Wygląda przy tym na to, że Jerzy Ruda już wcześniej miał obiekcje co do Matejanki. Łączniczka Karola Kornasa i zarazem dobra koleżanka „Julki”, zeznając w dniu 12 lipca 1972 roku przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach, powiedziała:
„W październiku 1939 r. spotkałam się z Kornasem, którego znałam z harcerstwa i z ławy szkolnej, kiedy uczęszczał do gimnazjum Matematyczno – Przyrodniczego w Katowicach przy ul. Jagiellońskiej. […]
W pierwszej połowie listopada 1940 r. rozmawiałam z Jerzym Rudą, zam. w Ochojcu przy ul. Ziołowej /16 – 18/ na temat, że jako łączniczka obejmę okręg Cieszyn, ponieważ Helena Mathea po pierwsze jest za ładna i nie nadaje się do tej pracy, a nadto że jest podejrzana o współpracę, ale to nie jest jeszcze sprawdzone. Jeśli się to potwierdzi, to ją trzeba sprzątnąć. Dla mnie było to zaskakujące, bo była ona moją koleżanką i nie rozumiałam się jeszcze na sądzie organizacyjnym. Podejrzenie padło z tego powodu, że samodzielnie była nawiązała kontakt z Mazurem i Rymerami w Dziedzicach.
W moim skojarzeniu niektórych faktów i rozmów z Matheanką przypuszczam, że nawiązanie łączności z Niemcami nastąpiło w okresie, kiedy jej ojciec był aresztowany przed 3 maja 1940 r. Ona właśnie robiła starania o jego zwolnienie. Jednego razu rozmawiała ze mną i powiedziała, że jej ojciec wyjdzie, że gestapowcy do niej się umizgiwali, narzekała na siebie, że jest świnią, jednym słowem mówiła o sobie najgorsze rzeczy, miała pretensje do całego otoczenia. Podkreślić należy, że ona bardzo ojca kochała.
Dnia 18 grudnia 1940 r. zostałam aresztowana z całą grupą Siły Zbrojne Polski.”
Z kolei przywołajmy oświadczenie Heleny Wiechuły, siostry Bolesława Wiechuły, szefa służby sanitarnej Okręgu Śląskiego ZWZ/AK:
„Oświadczam, że Helena Mateja, zwana u nas Halą, często przychodziła do naszego domu w czasie od grudnia 1939 r. do chwili aresztowania brata Władysława w dniu 18 XII 1940 r. Od czasu do czasu przychodziła również po aresztowaniu rodziny w czerwcu 1943 r. pytając się, czy mamy środki do życia pozostałych nieletnich dzieci aresztowanych sióstr. Napisała mi nawet prośbę do siostry Hitlera o zwolnienie rodziców z obozów koncentracyjnych. Byłam bardzo ostrożna w rozmowie z nią, ponieważ osobiście od obu braci dowiedziałam się po powrocie z robót przymusowych z początkiem 1942 r., że „Hala” jest na usługach Gestapo.
Brat Władysław więziony w Raciborzu w czasie oficjalnego widzenia oświadczył mi przy strażniku, żebym wystrzegała się fałszywej koleżanki Hali. Pytając się o moje koleżanki, powiedział dosłownie: „Koleżankę Halę wyrzuć z domu, bo ona jest fałszywa” i trącił mnie przy tym nogą.
Brat Bolesław, ukrywający się od 18 XII 1940 r. przed Gestapo, informował to wyraźnie. Powiedział mi w tym samym okresie, że czytał gryps Józefa Skrzeka, aresztowanego inspektora katowickiego ZWZ, który napisał,że „Jula pracuje dla Gestapo”. Bolek dodał: „Hala będzie pierwsza, której wpakuję kulę w łeb”.
Matejanka była bliską współpracownicą moich braci w pracy konspiracyjnej. Jedynie ojciec ostrzegał braci, że taka dziewczyna nadaje się na randki, a nie do pracy w podziemiu. Na to bracia odpowiedzieli, że ona oddaje nam duże usługi, bo umie zawsze wszystko załatwić, szczególnie z mężczyznami.”
Józef Loga do wybuchu wojny był drużynowym drużyny szkolnej im. Władysława Jagiełły w Szopienicach. W kampanii wrześniowej walczył w szeregach 37 pułku piechoty. Powróciwszy do Szopienic pod koniec października 1939 roku zaczął tworzyć w oparciu o członków swojej drużyny harcerskiej konspiracyjne „trójki”, włączając się w działalność Polskiej Organizacji Partyzanckiej. W połowie marca 1940 roku został aresztowany. Składając w dniu 21 stycznia 1974 roku zeznania przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich, powiedział:
„Jednego razu Koczy z Ligoty po przesłuchaniach go na „Abteilung – politisch” mówił, że w czasie jego przesłuchiwania na tym oddziale była konfrontowana Matheyanka z nim. Zaznaczam, że ja Matheyanki nie znałem, tylko Koczy wymienił jej nazwisko. Tak samo młody chłopak, którego nazwiska nie pamiętam, tak samo mówił, że był konfrontowany z Matheyanką.”
Wszystkie te fakty wyszły jednak na jaw dopiero sporo później, a na razie nikt z pozostałych na wolności żołnierzy podziemnego wojska nie podejrzewał, że to właśnie ona stać może za aresztowaniami. Ci, którzy mieli coś do powiedzenia na jej temat, siedzieli w więzieniach albo w obozie koncentracyjnym. Ale oto 18 maja 1941 roku i ona została aresztowana. Czyżby coś w niemieckiej machinie terroru zawiodło na łączach? W taki oto sposób więc Niemcy omal nie zdekonspirowali swojej cennej agentki, która to po kilku dniach odzyskała wolność. Oddajmy w tym miejscu głos Pawłowi Krawczykowi, komendantowi placówki ZWZ w Mikołowie:
„Przed około 4 latami rozmawiałem (1969) z profesorem Alojzym Targiem na temat „Julki”. Targ oświadczył mi następująco: W trakcie pełnienia przez niego łącznika Rządu na województwo śląskie, dotarła do niego w Warszawie wiadomość, że Julka Matheyanka w czasie śledztwa w więzieniu w Berlinie – Moabicie przeszła na usługi gestapo. W celu wyjaśnienia tej sprawy przedsięwziął bardzo niebezpieczną wyprawę na Śląsk. Porucznik Skrzek przedstawił mu następującą wersję uwolnienia Julki z więzienia w Berlinie: Julka po powrocie z Berlina natychmiast zameldowała się u niego z prośbą o możliwość działania w organizacji, ponieważ jest w tej chwili znacznie lepiej zakonspirowana, gdyż ma dojście do gestapo. W czasie śledztwa w Berlinie – Moabicie zakochał się w niej jeden z gestapowców i za cenę zostania jego kochanką przyrzekł umożliwić jej zwolnienie z więzienia. Julka przystała na tę propozycję, jest w tej chwili kochanką gestapowca, ale hańbę, w której żyje, chce zmazać wierną służbą w organizacji. Porucznik Skrzek uwierzył w takie tłumaczenie i uważał je za w pełni wiarygodne.”
Zdaniem Edmunda Odorkiewicza, Skrzek nie od razu jednak jej uwierzył. W świetle jego ustaleń przypadkiem spotkała ona w pociągu prof. Alojzego Targa, który był wówczas zastępcą Delegata Rządu na Okręg Śląski, i opowiedziała mu, jak to gestapowiec Paul Breuche zakochał się w niej i doprowadził do jej uwolnienia (wtedy to dopiero Paul Breuche miał nakłonić Matejankę, by ta „dla pozorów” podpisała zobowiązanie do współpracy z gestapo). Józef Skrzek, według Odorkiewicza, zgłosił zastrzeżenia odnośnie „Julki”, w związku z czym odbyły się dwie narady w jej sprawie. Pierwsza miała miejsce jeszcze w maju, druga – w lipcu. Na nieszczęście większość zebranych uznała wyjaśnienia „Julki” za wiarygodne i została ona dopuszczona do pracy konspiracyjnej. A „Julka”, powtórzmy to raz jeszcze, była kobietą niezwykłej urody i nietrudno było wyobrazić sobie, że ktoś mógł się w niej zakochać. Większość członków dowództwa ZWZ, a byli to wszak przeważnie ludzie młodzi, podkochiwała się w niej. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Gestapo otrzymywało odtąd na bieżąco informacje o spotkaniach z udziałem członków dowództwa ZWZ w Inspektoracie Katowice. W akcie oskarżenia ks. Jana Machy z 14 lutego 1942 roku możemy przeczytać:
„W czerwcu 1941 r. oskarżonego odszukał współpracownik ujętego wówczas Lazara Ulczok i zapytał go, czy ten nie chciałby nawiązać ponownie zerwanych po rozbiciu SZP w grudniu 1940 r. kontaktów z przywódcami SZP. Kiedy oskarżony wyraził zgodę, umówili się oni na początek lipca 1941 r. na spotkanie z profesorem gimnazjalnym Targiem, Skrzekiem i pewną dziewczyną „Julką” na ulicy Dąbrowskiego w Katowicach. W oznaczonym czasie oskarżony, Skrzek i Ulczok spotkali się w Katowicach i udali się następnie razem do mieszkania położonego na trzecim piętrze oficyny przy ulicy Dąbrowskiego 3. Kiedy przybyli tam Targ z „Julką”, omówili oni widoki na zbrojne powstanie oraz odbudowę SZP. Targ obiecał wypracować wytyczne odnośnie odbudowy SZP. Skrzek składał relacje o grupie oporu, którą założył niejaki Bolesław San z Będzina i wzywał Targa, by ten załatwił pieniądze na rzecz organizacji Sana z Będzina. Targ i San rozmawiali o włączeniu grupy Sana do SZP. Oskarżony i Targ rozmawiali o możliwościach zbiórki pieniędzy pomiędzy duchownymi na rzecz tajnej organizacji. Targ wezwał oskarżonego, by ten poinformował go o tym poprzez Julkę.
Około dwóch tygodni po spotkaniu z Targiem oskarżony przybył wraz ze Skrzekiem na ulicę Staromiejską w Katowicach. Tutaj Skrzek przedstawił mu Bolesława Sana z Będzina. Skrzek poinformował Sana o spotkaniu z Targiem na ulicy Dąbrowskiego. San powiedział mu, że on sam zamierza pojechać do Warszawy i nawiązać kontakt z Targiem. Oskarżony poinformował Sana o „Opiece Społecznej”. San wezwał oskarżonego, by ten rozbudował tę organizację na cały górnośląski okręg przemysłowy, obok organizacji tajnej. Oskarżony przyrzekł to uczynić. Nie zdołał jednak wykonać tego zamysłu do chwili swojego aresztowania.
W nawiązaniu do spotkania z Targiem na ulicy Dąbrowskiego oskarżony parokrotnie spotykał się ze Skrzekiem i Julką, m.in. w dniu 10 sierpnia 1941 r. u Przyskowskiego w Bytomiu w dniu 14 sierpnia 1941 r. z Julką w kawiarni Kubiny na ul. Mielęckiego w Katowicach, w dniu 26 sierpnia 1941 r. z Julką i Skrzekiem w Katowicach, 5 września 1941 r. z Julką, Skrzekiem i niejakim Kulawikiem w Katowicach.”
Podczas tego ostatniego spotkania miało dojść do aresztowania Józefa Skrzeka i ks. Jana Machy. Tak to opisał niemiecki prokurator:
„Oskarżony na pytanie Julki oświadczył wówczas, że dotychczas nie zebrał on pieniędzy pomiędzy duchownymi. Skrzek zapytał Julkę o łączność z Warszawą. Po spotkaniu w dniu 5 września 1941 r. ze Skrzekiem i Kulawikiem oskarżony i Skrzek w kawiarni Kubiny na ul. Mielęckiego w Katowicach zostali aresztowani.”
Zajrzyjmy w tym miejscu do książki Józefa Kreta (Harcerze wierni do ostatka), według którego Józef Skrzek miał zostać aresztowany w katowickiej kawiarni „Europa”, co jednak zdaje się być pomyłką, jako że z akt niemieckich wyraźnie wynika, iż spotkanie miało miejsce w kawiarni Kubiny, także Józef Guertler (on to prawdopodobnie był owym „niejakim Kulawikiem”) mówił – o czym za chwilę – iż spotkanie to miało miejsce w kawiarni przy ul. Mielęckiego. Ale przejdźmy do tego, co napisał Józef Kret:
„W kawiarni zamówił herbatę i rozglądał się nieznacznie za łączniczką i organizatorami Komitetu. Był spokojny i opanowany. Minęła umówiona godzina, a oni nie nadchodzili. Zaczęły go ogarniać wątpliwości co do samej łączniczki, pośredniczącej w dzisiejszym spotkaniu. Przypomniały mu się sceptyczne o niej uwagi przyjaciela. Na podstawie paru dotychczasowych spotkań z Julą zaczął analizować jej postawę i zachowanie. Ojciec jej siedzi w więzieniu, ją jakoś łatwo zwolniono. Czy to nie pułapka?
Jula rozejrzała się po sali i dostrzegłszy „Gromka” podeszła do niego. Dziewczyna usiadła i bardzo uważnie lustrowała siedzących na sali. Zaczęła mówić o mającym się tworzyć komitecie, tłumaczyć spóźnienie organizatorów. W chwilę potem zjawił się kto inny: podeszli trzej gestapowcy i aresztowali „Gromka”.
Zwróćmy uwagę, iż nie pojawia się nam tu informacja, iż w spotkaniu tym wzięli udział Ks. Jan Macha i „niejaki Kulawik”. Wydaje się, iż przebywali oni tam krótko i ich pojawienie się mogło umknąć uwadze informatorów, od których wiedzę czerpał Józef Kret. Dodajmy, iż ks. Jan Macha, jak wynika z szeregu źródeł, aresztowany został na dworcu w Katowicach, z czego należy wnosić, iż opuścił on kawiarnię przed pojawieniem się tam gestapowców, którzy udali się za nim na dworzec, by go aresztować. Tymczasem wróćmy do ustaleń Józefa Kreta.
Osadzono go w osławionym z okrucieństwa więzieniu w Mysłowicach. Przebywał tam w pojedynczej celi. Za pomocą tortur próbowano wydobyć od niego wiadomości o akcji i ludziach podziemia. Najbliżsi przyjaciele w napięciu oczekiwali, czy nie przedostanie się jakaś wiadomość o nim zza więziennych murów, czy się nie załamie.
Nadszedł wreszcie dostarczony przez harcerzy gryps z więzienia. Pisał „Gromek”: „Jestem po śledztwie. Śledztwo trwało miesiąc. Nie wydałem nikogo, nie wsypcie i wy mnie. Wmówiłem Gestapo, że jestem przedstawicielstwem harcerstwa w Polskiej Organizacji Charytatywnej, pomagającej rodzinom aresztowanych. Wszystko skończyło się dobrze. Grozi mi osiem lat Zuchthausu. Jula pracuje dla Gestapo.”
Tymczasem aresztowania trwały. Jak już była o tym mowa, po feralnym spotkaniu ze Skrzekiem aresztowany został na dworcu w Katowicach ks. Jan Macha. Jeden z ministrantów, Bernard Łukaszczyk, opowiadał potem, że gdy będąc już w pociągu, rozmawiał z księdzem, niespodziewanie podeszło do niego dwóch funkcjonariuszy gestapo w cywilnych ubraniach. Towarzyszyła im urodziwa blondynka, która chwilę wcześniej wskazała im księdza Machę – z opisu wynikało, iż była to Matejanka. Najwyraźniej Niemcy nie wiedzieli, jak wygląda ksiądz Macha i dlatego zabrali ze sobą Matejankę. Z kolei Józef Guertler, który błędnie umiejscowił to wydarzenie w dniu 6 września 1941 roku, podczas gdy w rzeczywistości miało to miejsce w dniu 5 września, tak opisał to, co się wtedy stało:
„W dniu 6 września 1941 roku został aresztowany na dworcu kolejowym ks. Macha. Ja byłem wówczas w jego ubezpieczeniu. Po spotkaniu, które odbyło się w kawiarni przy ul. Mielęckiego, około godziny 18:20 ks. Macha wyszedł z kawiarni, udając się na dworzec kolejowy. W Hali II przy okienku kupując bilet powrotny do Rudy Śląskiej, odwrócił się od okienka i wówczas podeszło do niego dwóch osobników w jasnych płaszczach z kapeluszami popielatymi z opuszczonymi rondami. Po wylegitymowaniu zabrali go do samochodu czekającego przed dworcem. Dodaję, że w obstawie byłem razem z Wincentem Pyszem. Rozmowa w kawiarni trwała od 1 – 1,30. Z kim odbyło się spotkanie, nie wiem.”
W ślad za aresztowaniem ks. Machy nastąpiły zakrojone na szeroką skalę aresztowania na terenie dzisiejszej Rudy Śląskiej, Piekar Śląskich oraz powiatu tarnogórskiego. 15 września Matejanka wystawiła Pawła Ulczoka, łącznika Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ. Scenariusz był ten sam, co w przypadku aresztowania Skrzeka – umówiła się z nim w katowickiej kawiarni „U Przybyły” (przy ul. Świętego Jana), gdzie czekało na niego gestapo. Ulczok załamał się w śledztwie i poszedł na współpracę. Ściśle potem współdziałał z „Julką” przy rozpracowywaniu struktur konspiracyjnych na Śląsku.
Józef Skrzek, który początkowo liczył, że uda mu się ujść śmierci, przemycił kolejny gryps, w którym napisał: „Wszystko stracone. Ulczok mnie wsypał. Żegnajcie.”
Skrzek został powieszony na drzewie w Bytkowie 3 grudnia 1941 roku. Dwa tygodnie wcześniej, 18 listopada 1941 roku, na tym samym drzewie powieszony został Paweł Wójcik. Do zgonionych przez hitlerowców, by przyglądali się egzekucji, mieszkańców Michałkowic i Bytkowa, zwrócił się Józef Skrzek tuż po odczytaniu wyroku, by nie rozpaczali, zapowiadając, że nadejdzie dla katów dzień sądu. Kiedy zakładano mu pętlę na szyję, zawołał: „Niech żyje Polska! Niech żyje Chrystus Król!”.
Sprawą Matejanki i Ulczoka zajął się wkrótce konspiracyjny Wojskowy Sąd Specjalny, który w obliczu jednoznacznych dowodów winy wydał na zdrajców wyrok śmierci. W grudniu 1941 roku szef Sztabu Okręgu Śląskiego ZWZ, kpt. Józef Słaboszewski ps. „Toruń”, przypadkiem natknął się na Matejankę na Placu Andrzeja w Katowicach. Niestety, pierwszy strzał chybił, a nim zdołał drugi raz wystrzelić, zaciął mu się pistolet. Składając po wojnie zeznania w sprawie przeciwko Ulczokowi, Kampertowi i Grolikowi, zeznał, iż po wydaniu wyroku śmierci na Ulczoka, podjął działania w celu namierzenia go. Dowiedział się, że ukrywa się w Rybniku i że bywa tam u niego Matejanka.
Matejankę, którą w tym czasie zaczęto nazywać „Krwawą Julką”, starał się wytropić mój dziadek – ppor. Konstanty Kempa ps. „Tadeusz”, który otrzymał rozkaz zlikwidowania konfidentki i który dwukrotnie bliski był dokonania tego. Pierwsza próba miała miejsce, kiedy ta wychodziła z „Feminy” (przy ul. Mickiewicza w Katowicach), gdzie na nią czekano. Matejanka jednak zorientowała się i cofnęła do lokalu, skąd zadzwoniła po gestapo. Meldunek z tego zdarzenia sporządził ppor. Kempa, o czym przekazał go następnie Małgosi, siostrze Jerzego Janoty, która – jak stwierdził w rozmowie z Adelą Korczyńską Janota – „współpracowała z Kempą”. Kolejna próba zlikwidowania Matejanki miała miejsce koło Astorii, ale i ona się nie powiodła. Wkrótce potem ta zniknęła. Dziś wiemy, że wyjechała do Lipska. Dziadek mój zmuszony był zameldować: „Matejanka ulotniła się z Katowic”.
Niedługo jednak wróciła, po czym znów wyjechała – tym razem do Wiednia. W Archiwum Państwowym w Katowicach znajduje się dokument gestapo, w którym możemy przeczytać:
„Margiciok donosi do władz organizacji: otrzymałem urzędowe zawiadomienie, według którego Julka po złożeniu matury w Lipsku zatrudniona została w biurze w jednej z fabryk w okolicach Kędzierzyna. Przed kilku dniami była na 3-dniowym urlopie w domu. Stwierdziłem, że jej nazwisko brzmi Matheya. Zarządziłem wejście z nią w bliższe kontakty. Rozkaz z dnia 17 sierpnia 1942 r.: spotkaj się z szefem wywiadu w Buchenau i omów sprawę ścigania podejrzanej o szpiegostwo Julki Matheya.”
Jan Margiciok ps. „August” stał na czele sieci wywiadu ZWZ / AK, działającej przede wszystkim na Śląsku Cieszyńskim. Do jego najbliższego otoczenia wkradł się jednak agent gestapo – Edward Gałuszka. Zapewne to on był autorem doniesienia przywołanego w niniejszym dokumencie. Możemy domyślać się, że przechwycenie przez gestapo meldunku Margicioka oraz rozkazu z 17 sierpnia 1942 roku, który to Margiciok w ślad za tym otrzymał, sprawiło, iż Matejanka w trybie pilnym przeniesiona została do Wiednia.
O tym, że Matejanka jest w Wiedniu, wygadała się Mathejowa, matka Matejanki, w rozmowie z matką Jerzego Janoty. Miała przy tym powiedzieć, że jej córka ma w Wiedniu świetną posadę. Do Wiednia udała się Bibcia Szemroszczyk, która namierzyła tam Matejankę. Rozmawiała z nią w Wiedniu i dowiedziała się od niej, że ta uczy się hiszpańskiego i włoskiego i że zna już pięć języków, a także że ma dobrą posadę. Otrzymawszy stosowne informacje, do Wiednia udała się grupa likwidacyjna. W jej skład weszli Mikołaj Beljung ps. „Miki” i Sylwester Newiak ps. „Borówka”. Nim jednak dotarli na miejsce, Matejanka zdążyła wyprowadzić się z zajmowanego mieszkania i zatrzeć za sobą wszystkie ślady.
Matejanka wojnę przeżyła, w przeciwieństwie do mojego dziadka, którego gestapo dopadło w dniu 28 lutego 1944 roku. W roku 1945 pojawiła się w Katowicach. Rozpoznana na dworcu, zdołała po raz kolejny zbiec. Wylądowała w Wielkiej Brytanii, gdzie dożyła sędziwej starości. Polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, pomimo podejmowanych prób, nie udało się ściągnąć jej do kraju.
Wojciech Kempa
warto przeczytać także:
W zbiorach Adeli Korczyńskiej natrafiłem na odręczną notatkę, że Wera
przyniosła od Korfantówny (Siemianowice) wiadomość o aresztowaniu Skrzeka oraz
gryps, gdzie było napisane „Jula pracuje dla Gestapo”, potem że Skrzek ma być
powieszony i na razie nie przyjeżdżać więcej do tej skrzynki w Siemianowicach.
Niestety, nie wiem, co to za Wera (będę próbował to ustalić) i o jaką to
skrzynkę w Siemianowicach chodzi...
Następnie mamy notatkę z rozmowy z Ludwikiem Walczakiem. Otóż Ludwik Walczak,
który to został aresztowany (nie ma informacji kiedy został aresztowany), przed
aresztowaniem osobiście nie znał Matejanki. Na przełomie wiosny i lata 1941
roku był on przesłuchiwany w więziennej izbie chorych przez gestapowca
nazwiskiem Marol, któremu towarzyszyła piękna blondynka. Zeznania składał po
niemiecku, a gdy brakowało mu słowa po niemiecku, to wtrącała się blondynka,
która tłumaczyła z polskiego na niemiecki. Później okazało się, że tą blondynką
była Matejanka, której nie znał z pracy konspiracyjnej, bowiem jego łączniczką
była Genia.
Z kolejnej notatki dowiadujemy się, że owa Genia to Wanda Kurkówna z
Tarnowskich Gór, nauczycielka z Piotr.
Ale najciekawszym źródłem, na jakie natrafiłem, gdy chodzi o interesujący nas
tu temat, jest relacja Jurka Janoty ps. „Jan” z Ligoty, który był kurierem
Delegatury i jeździł z pocztą konspiracyjną do Warszawy. Otóż Jurek Janota
zawiózł do Warszawy, do Alojzego Targa, gryps od Bronisława Anioła, który
zaczynał się od słów „Uważajcie na Helę Matejankę”. Dalej Bronisław Anioł miał
opisywać w tym grypsie, że Matejanka była na jego przesłuchaniu i gdy on
wypierał się, ona uderzyła go w twarz.
O Aniołach już pisałem w niniejszym wątku. To w ich domu w Ligocie - Zadolu
drukowany był „Świt”. Drukarnia została zlikwidowana w trakcie „masówki” w dniu
18 grudnia 1940 roku. Bronisław Anioł, który został wówczas aresztowany, został
następnie skazany na karę śmieci przez ścięcie.
Ale wróćmy do relacji Jurka Janoty. Otóż do konspiracji wciągnął Matejankę
właśnie Bronisław Anioł. Była dyspozycyjna i aktywna i wkrótce została
łączniczką. Były dwie próby zlikwidowania Matejanki. Pierwsza miała miejsce,
jak wychodziła z Feminy (ul. Mickiewicza), gdzie czekano na nią. Ta jednak
zorientowała się i cofnęła do lokalu, skąd zadzwoniła po Gestapo. Meldunek z
tego zdarzenia sporządził Kostek Kempa (mój dziadek i przekazał go Małgosi,
siostrze Jurka Janoty, która współpracowała z Kempą. Kolejna próba zlikwidowania
Matejanki miała miejsce koło Astorii, ale i ona się nie powiodła. O tym, że
Matejanka jest w Wiedniu wygadała się Mathejowa w rozmowie z matką Jurka
Janoty. Miała przy tym powiedzieć, że jej córka ma w Wiedniu świetną posadę.
Z kolei mamy notatkę na temat Bibci Szemroszczyk. Otóż Bibcia Szemroszczyk
namierzyła Matejankę w Wiedniu. Dowiedziała się od Matejanki, z którą
rozmawiała w Wiedniu, że ta uczy się hiszpańskiego i włoskiego i że zna już
pięć języków oraz że ma dobrą posadę
**
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych rodzina Matejanki podjęła próbę jej rehabilitacji. Podjął się tego Paweł Lisiewicz, który na łamach "Życia Literackiego" z 23 maja 1976 roku opublikował artykuł "Fakty przeciw mitom". Tekst stanowił w zasadzie stek bzdur - autor najwyraźniej nie miał bladego pojęcia o strukturze ZWZ / AK, o ludziach, którzy wówczas służyli w ZWZ i funkcjach, jakie pełnili. W zasadzie każdy kolejny akapit stanowił przykład rażącej niekompetencji autora, który to Korola określa mianem byłego prezydenta Chorzowa, o Kornasie pisze jako o dowódcy placówki ZWZ (w rzeczywistości był on szefem sztabu Komendy Okręgu i szefem jej oddziału II), a o Lazarze jako o szefie wywiadu (w rzeczywistości był on szefem Oddziału I Komendy Okręgu).
To
oczywiście tylko przykłady rażących błędów autora. Lisiewicz przedstawił tezę,
iż to Ulczok wsypał Skrzeka i że to on stał za serią aresztowań, która
nastąpiła potem. Twierdził on, że Ulczok wpadł w "kocioł", który
gestapo założyło w willi "Lusia" i że za cenę podjęcia współpracy z
gestapo został on uwolniony. Tyle że Lisiewicz najwyraźniej nie miał pojęcia,
co naprawdę zdarzyło się wtedy w willi "Lusia" (zainteresowanych
odsyłam do wątku o Okręgu Śląskim ZWZ/AK). Dodam, że nie ma cienia wątpliwości,
że Ulczok nie mógł być w chwili śmierci Korola w willi "Lusia", jako
że wcześniej opuścił on Wisłę - tego dnia o godz. 10.00 udał się na rowerze do
Katowic, dokąd zresztą dotarł. Innymi słowy Lisiewicz przedstawił tezę, która była
wyłącznie wytworem jego wyobraźni i która pozostaje w sprzeczności ze stanem
faktycznym, który jest znany. Lisiewicz dodał, że to Ulczok, który był
łącznikiem Komendy Okręgu, wsypał Szmechtę, jako że rzekomo tylko on - z osób,
które mogły go wsypać - mógł znać faktyczną rolę Szmechty. Tyle że Lisiewicz
nie wiedział, że zachowały się akta gestapo, z których jednoznacznie wynika,
kto naprawdę stał za aresztowaniem Szmechty.
Po tym artykule na Lisiewicza zwaliła się lawina krytyki ze strony środowiska
AK. Ten jednak nie zraził się i w dalszym ciągu podejmował liczne próby
wykazania niewinności Matejanki i podważenia zasadności wydania na nią wyroku
śmierci przez WSS. Kolejne artykuły były coraz lepsze merytorycznie, jako że
autor starał się wyciągać wnioski z polemiki, jaką toczyli z nim byli akowcy. W
rezultacie nie było już w nich tych rażących błędów, ale trudno nie oprzeć się
wrażeniu, że wszystko, co robił, skażone były grzechem pierworodnym - otóż
najpierw postawił on tezę, a dopiero potem szukał argumentów dla jej poparcia.
Lisiewicz, posunął się do sugestii, iż WSS pochopnie wydawały
wyroki, powołując się na casus Piątkowskiego, który został skazany na karę
śmierci przez WSS, a po wojnie stanął przed sądem i ten go uniewinnił. Tyle że
ci, którzy mogliby wówczas przeciwko niemu świadczyć, albo już nie żyli, albo
aktualnie ukrywali się przed UB. W rezultacie sąd nie znalazł dowodów na
skazanie Piątkowskiego i uznał, że należy go wypuścić.
Kiedy wybucha wojna, Helena ma 17 lat. Trafia do konspiracji i jako była harcerka
zostaje przydzielona do lokalnego oddziału Sił Zbrojnych Polski. Szefem
oddziału w Ligocie jest porucznik Karol Kornas, a Helena w szybkim czasie
zostaje jego osobistą kurierką. Dostaje pseudonim "Julka". Ta
współpraca trwa niecały rok. W październiku 1940 roku Kornas zostaje
aresztowany przez gestapo. W tym czasie potężna fala aresztowań praktycznie
rozbija struktury organizacji na Śląsku. Niemcy zatrzymują ponad 450 osób
związanych z SZP. Podejrzenie zdrady pada na Matejankę. Dlaczego? Bo mimo że była
najbliższą współpracowniczką Kornasa, miała kontakty wewnątrz organizacji,
pozostała nieoczekiwanie na wolności.
Karol Kornas nie
był dowódcą lokalnego oddziału Sił Zbrojnych Polski w Ligocie, ale szefem
Oddziału II Komendy Okręgu Śląskiego, a po aresztowaniu Korola i przejęciu jego
funkcji przez Szmechtę został szefem sztabu Okręgu Śląskiego ZWZ. Aresztowany
został nie w październiku 1940 r., ale dokładnie 17 listopada...
Kluczowym momentem dla historii Matheanki jest wiosna 1941 roku. Zaczęło się od
przypadkowo poznanego na katowickim dworcu niejakiego Pawła Ulczoka, z którym
Helena wdaje się w rozmowę. Nieznajomy przedstawia się jako członek jednej z
rozbitych grup SZP. Imponuje dziewczynie konspiracyjnymi znajomościami. Potem
spotykają się coraz częściej. W maju Ulczok nieoczekiwanie zawiadamia Helenę o
grożącym jej aresztowaniu, zabiera dziewczynę do swojego domu, a tam... godzinę
później pojawiają się gestapowcy.
W historii pojawia się wątek romantyczny, który częściowo może wyjaśnić przebieg wydarzeń. Helenie w wyjściu na wolność pomaga gestapowiec Paul Breuche. Sekretarz kryminalny Referatu Czwartego zakochał się w pięknej katowiczance. Za jego namową Helena zgodziła się podobno podpisać wszelkie możliwe papiery, by tylko opuścić katownię. Pomógł jej spotkać się ze znajomym księdzem, wymyślił alibi dla zwolnienia. Rodzice mieli jedynie podpisać dokument, że był to występek młodej i nieodpowiedzialnej jeszcze dziewczyny. To wystarczyło dla opuszczenia więzienia. Tę wersję potwierdził katowicki ksiądz Franciszek Jerominek, któremu Breuche pomógł przy jeszcze jednej sprawie i który rozmawiał z Heleną dzięki pomocy gestapowca.
Czarna legenda Heleny cały czas obrasta dodatkowymi historiami - ktoś zaklina się, że "Krwawa Julka" współpracowała z Niemcami jeszcze przed wojną, ktoś inny jest przekonany, że dziewczyna nie jest bratanicą księdza kanonika, ale jego... córką! Niektórzy dają głowę, że pracowała dla Niemców jako szpieg w Hiszpanii i Portugalii. A przy tym są przekonani, że Helena jest winna śmierci nie kilku zarzucanych jej przez prokuratora osób, ale kilkuset członków Sił Zbrojnych Polski! Są i tacy, którzy widzieli, jak paradowała w niemieckim mundurze wśród więźniów... W kilku gazetach określono ja mianem "diabła w ludzkiej skórze".
Warto w tym miejscu przedstawić cytat z wypowiedzi prokuratora Juliusza Niekrasza, który zaraz po wojnie zajmował się sprawą Matheanki. Tak napisał w liście do pułkownika Starczewskiego: "K*rwą tą będę musiał zająć się osobiście, tak jak w swoim czasie zająłem się Grolikiem, Kampertem i Ulczokiem [trio agentów gestapo sądzonych przez Niekrasza - przyp. red.]. Przepraszam za brzydkie słowo, ale Mathea nawet na takie nie zasłużyła, z każdego palca kapie jej krew polskich harcerzy". Przy takim nastawieniu chyba każdy bałby się zaryzykować bezstronny proces.
Oto więc ktoś powiedział, że kiedyś tam Niekrasz napisał do kogoś to i owo, a skoro on to napisał, to nie jest on godnym zaufania źródłem informacji. Tak więc zamiast merytorycznej oceny argumentów, mamy zaprezentowaną plotkę, której treść ma być wystarczającym argumentem, by nie zajmować się tym, co Niekrasz ma w tej sprawie do powiedzenia....
Czesław Mathea: - Między stryjem kanonikiem Karolem Mathea a prokuratorem Niekraszem istniała zdecydowana wrogość. To mógł być jeden z powodów, że Niekrasz tak uwziął się na moją siostrę!
Tyle że kolejność zdarzeń była dokładnie odwrotna. Pomiędzy prokuratorem Niekraszem a krewnymi "Krwawej Julki" istotnie panowała wrogość, ale była ona następstwem wystawienia przez Niekrasza za nią listu gończego.
Dodam, że Niekrasz i Siemiginowski to ikony polskiej konspiracji w Okręgu Śląskim ZWZ / AK. To są właśnie osoby, które mogą i powinny fascynować... Do tego Niekrasz był prawnikiem z ogromnym doświadczeniem wyniesionym z licznych procesów karnych, w których występował zarówno jako sędzia, jak i prokurator, jak i adwokat. On wie najlepiej, na czym polega zbieranie materiału dowodowego. Był na Śląsku wielkim autorytetem w tej dziedzinie i nie wolno kwitować tego, co ma do powiedzenia w sprawie, na której – można rzec – zęby zjadł, plotką, która rzekomo ma go czynić niewiarygodnym.
Nazwisko Krwawej Julki brzmiało Mathea, ale przyjęło się ją nazywać Matejanką - tak ponoć była nazywana jeszcze przed wojną. Matejanka nie mieszkała w GG - Górny Śląsk został wcielony do Rzeszy, zaś Matejanka miała volkslistę (zresztą jak zdecydowana większość Ślązaków).
Natomiast żeby była jasność – w grudniu 1940 roku miały miejsce aresztowania w szeregach Okręgu Śląskiego ZWZ, które szczegółowo opisałem tutaj: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490
Helena Mathea, zwana też Matejanką i używająca pseudonimów „Julka” i „Lu”, łączniczka w Komendzie Okręgu, uniknęła aresztowania. Nie na długo jednak. 18 maja 1941 roku i ona zostaje aresztowana, ale już po kilku dniach odzyskuje wolność. Przypadkiem spotyka w pociągu prof. Alojzego Targa, zastępcę Delegata Rządu na Okręg Śląski, któremu opowiada, jak to gestapowiec Paul Breuche zakochał się w niej i doprowadził do jej uwolnienia. Dodajmy, że „Julka” była kobietą niezwykłej urody i nie trudno wyobrazić sobie, że ktoś mógł się w niej zakochać.
Nie wszyscy jednak dali jej wiarę. Komendant Inspektoratu Katowice,
michałkowiczanin Józef Skrzek, zgłosił zastrzeżenia odnośnie „Julki”, w związku
z czym odbyły się dwie narady w jej sprawie. Pierwsza miała miejsce jeszcze w
maju, druga - w lipcu. Na nieszczęście, większość zebranych uznała wyjaśnienia
„Julki” za wiarygodne i została ona dopuszczona do pracy konspiracyjnej.
Dodajmy w tym miejscu, że Paul Breuche miał nakłonić Matejankę, by ta „dla
pozorów” podpisała zobowiązanie do współpracy z gestapo, ale – jak zapewniają
jej obrońcy – „nikomu krzywdy nie wyrządziła” (skąd my to znamy?). Jak już
wspominałem, po fali aresztowań w Inspektoracie Katowice Matejanka „ulotniła
się z Katowic” – jak to napisał w swym meldunku mój dziadek (aresztowany 28
lutego 1944 r. przez gestapo i powieszony w KL Auschwitz).
Nim Matejanka znalazła się w Wiedniu, przez rok przebywała w Lipsku, gdzie
uczyła się angielskiego. A jak to się stało, że tuż przed przybyciem do jej
wiedeńskiego mieszkania grupy likwidacyjnej AK wyprowadziła się z niego, tego
nie wiem... Przypadek? A może ją ktoś ostrzegł? Niestety, nie mamy dowodów,
które potwierdziłyby którąkolwiek z wersji...
Matejanka podjęła w Wiedniu studia na
medycynie jako wolny słuchacz. Tam wyczaił ją wywiad AK. Grupa egzekucyjna
miała ją zlikwidować w jej mieszkaniu, ale okazało się, że właśnie się
wyprowadziła.
Juliusz Niekrasz jako prokurator ścigał też innych podejrzewanych o zdradę.
Przypomina mi się z literatury sprawa agentki gestapo Marty R., która
zadenuncjowała Ksawerego Lazara. Po wojnie Niekrasz jej poszukiwał i uzyskał
informację o jej śmierci w czasie wojny popartej aktem zgonu. Gdy w 1947 r.
pojawiły się wątpliwości dotyczące wiarygodności tego dokumentu prokurator
Niekrasz ponownie wszczął śledztwo, które zaprowadziło go aż do Włoch. Odkrył,
ze Marta R. Była chora na gruźlicę i leczyła się za granica na koszt gestapo.
Uzyskał też potwierdzenie jej śmierci i dopiero wówczas zamknął śledztwo. Był
fachowcem doprowadzającym sprawę do końca.
Zaś sprawa winy Heleny Matejanki, jak na dziś, nie podlega dyskusji. Pogrążają ją – bo pierwsze gryps jaki udało się wysłać z więzienia aresztowanemu inspektorowi katowickiemu Józefowi Skrzekowi ps. "Gromek". Kończył się on słowami "Jula pracuje dla gestapo"(cyt za J Kretem). Po drugie zeznania Bernarda Łukaszczyka, ministranta ks. Jana Machy aresztowanego 6 września 1941 r. na dworcu w Katowicach. Był on świadkiem jak dwóch funkcjonariuszy gestapo w towarzystwie urodziwej blondynki zabrało księdza z dworca chwilę po tym jak dziewczyna wskazała im Machę. Po trzecie nie znam przypadku aby zdekonspirowanego żołnierza podziemia gestapo zostawiało w spokoju – zawsze zwolnienie miało jakiś ukryty cel. Gdybyśmy uznali za prawdę to co mówiła Matejanka, że nie była agentką to musielibyśmy stwierdzić jej bezbrzeżną głupotę. Przecież na każdym konspiracyjnym spotkaniu na którym była w chwilę po niej zjawiało się gestapo. Co oznaczało że najlepszym wypadku agenci gestapo cały czas ją szpiegowali. Żaden wierny sprawie żołnierz podziemia, nie będzie w takich okolicznościach szukał kontaktu z organizacją, a Matejanka szukała. Mało tego wszyscy podkreślają jej inteligencję i rzutkość (bez tego nie zostałaby łączniczką K. Kornasa) co w zasadzie przesądza sprawę. Jeśli zaś była szantażowana mogła ujawnić ten fakt przed dowództwem. W takim przypadku podziemie pomagało np. przerzucając na inny teren i dając nową tożsamość.
Helena Mateja nie wykorzystała też wszystkich możliwości po wojnie żeby się oczyścić z zarzutów wydania w ręce gestapo ok 10 członków AK. Gdybym ja był na jej miejscu napisałbym zaraz na świeżo, dokładną relację z tych wydarzeń, które mogły mnie obciążyć i złożyłbym je w odpowiednich organach np. w GKBZHwP za pośrednictwem pełnomocnika prawnego. Jeśli dziś miałyby nastąpić zeznania to niestety obawiam się, iż wiek oskarżonej i upływ czasu będą miały negatywny wpływ ich wartość. Innym sposobem jest poszukiwanie nowych dokumentów – niestety w Polsce i prawdopodobnie w Niemczech ich nie ma, mogą być w Rosji bo Sowieci w 1945 r przejęli część dokumentacji katowickiego gestapo (tak przynajmniej twierdzi profesor Ryszard Kaczmarek). Za to obrona Heleny Matei zawarta w artykule w „Gazecie Wyborczej” - jak już wcześniej pisał Wojtek, to niestety stek bzdur.
HELENA MATHEA
W lipcu 2013 r. umorzono śledztwo przeciwko Helenie Mathei, ponieważ nie obowiązują już przepisy pozwalające karać i ścigać konfidentów gestapo. Zebrany w śledztwie materiał dowodowy potwierdził współpracę Mathei z niemiecką tajną policją, choć jednocześnie wykluczył, by była jej funkcjonariuszką.
Brak również jakichkolwiek podstaw, by uznać, że miała ona wpływ na decyzje podejmowane wobec członków ruchu oporu przez zbrodniczy system ścigania i wymiar sprawiedliwości Trzeciej Rzeszy. Tym samym nie można jej przypisać udziału w zabójstwach członków ruchu oporu, których wskazała lub w których ujęciu pomogła. Po wojnie za współpracę z gestapo, bez względu na liczbę zadenuncjowanych osób, Helenie Mathei groziła kara śmierci
Córka
powstańca
Helena Cecylia Stefania Mathea urodziła się 25 stycznia 1922 r. w Katowicach Ligocie jako córka Stefana (nota bene powstańca śląskiego) i Klary z domu Krzikalla. Rodzina Matheów (tj. Stefan i Klara oraz ich dzieci Helena, Czesław i Bronisława) mieszkała w domu w Ligocie przy ul. Śląskiej 5. Helena w okresie międzywojennym uczęszczała do renomowanego Miejskiego Gimnazjum Żeńskiego w Katowicach. Po rozpoczęciu II wojny światowej i włączeniu Katowic do Trzeciej Rzeszy Stefan Mathea w tzw. palcówce (ankiecie zawierającej m.in. pytanie o narodowość, potwierdzonej odciskiem palca) zadeklarował narodowość niemiecką. Helena była temu przeciwna, ale ojciec tłumaczył, że jego deklaracja wynika z zalecenia bp. Stanisława Adamskiego, który doradzał wiernym takie rozwiązanie, by uniknąć represji ze strony hitlerowców. Po wprowadzeniu Niemieckiej Listy Narodowościowej (DVL – folkslista) Stefan Mathea został zakwalifikowany do IV grupy DVL, obejmującej osoby co prawda uznane przez okupanta za należące do narodowości niemieckiej, ale spolonizowane, przed wojną zaangażowane propolsko i opierające się zniemczeniu.
Zgodnie z rozporządzeniem o traktowaniu
majątku obywateli byłego państwa polskiego orzeczono konfiskatę nieruchomości
przy ul. Śląskiej 5 i wyznaczono zarząd komisaryczny. Odwołującego się od tej
decyzji Stefana Matheę poinformowano, że konfiskata może zostać cofnięta,
jeżeli przedłoży on poświadczenie niemieckiego pochodzenia. Jako mieszkanie zastępcze
wyznaczono rodzinie Matheów lokal na poddaszu tej nieruchomości, za którego najem
musieli płacić czynsz. Na parterze domu został zakwaterowany esesman Müller, a
na pierwszym piętrze sturmführer SA Palaschinski.
Łączniczka „Lu”
Już wcześniej, zimą 1939 r., Helena Mathea rozpoczęła działalność w podziemnej organizacji Polska Organizacja Powstańcza (POP), wiosną 1940 r. przekształconej w Siłę Zbrojną Polski (SZP). Współpracowała z jednym z członków grupy, Janem Aniołem, kolportowała ulotki i gazetki, brała udział w redagowaniu wiadomości radiowych. Za pośrednictwem Anioła nawiązała kontakt z Karolem Kornasem i została łączniczką kierowanej przez niego ligockiej komórki POP/SZP. Mathea nosiła pseudonim „Lu”, zwracano się też do niej „Hala”. Łączniczką wprowadzoną do organizacji przez Kornasa była również Genowefa Wala (po mężu Czempas). Obie znały się jeszcze przed wojną, a wspólna praca w konspiracji zaowocowała przyjaźnią. Każda z nich miała wyznaczone swoje szlaki i kontakty. Kornas ufał Helenie i odnosił się do niej z sympatią. W kwietniu 1940 r. został aresztowany ojciec Heleny, która robiła wszystko, by go uwolnić.
Jakiś czas później przyjechała rowerem do Genowefy Wali do Piotrowic. Zwierzyła się wówczas przyjaciółce, że wszystko jest załatwione i że ojciec wyjdzie na wolność. Potem zaczęła płakać i powtarzać: „jestem świnią, jestem świnią”, co Genowefa interpretowała wtedy jako sygnał, że Helena dała się wykorzystać jako kobieta. Nie udało się ustalić, na czym polegało „załatwienie sprawy” w kwestii zwolnienia Stefana Mathei. Może to oznaczać, iż ktoś interweniował w imieniu rodziny, może też świadczyć o tym, że interweniowała sama Helena Mathea, składając bliżej nieokreślone deklaracje współpracy, co mogło wzbudzić w niej poczucie winy, zamanifestowane w czasie rozmowy z przyjaciółką. Należy pamiętać o tym, że Mathea w ramach pracy w organizacji znała wielu członków SZP – z niektórymi miała bezpośredni kontakt, innych znała z racji miejsca zamieszkania. Byli to oprócz Karola Kornasa i Genowefy Wali: Jan Anioł, Władysław Wiechuła, Leon Kącki.
Wsypa
Na czele organizacji Siła Zbrojna Polski na Górnym Śląsku stał Józef Korol. 27 sierpnia 1940 r. w willi „Lusia” w Wiśle-Głębcach, gdzie przebywał wraz z łączniczką Hildegardą Nadzikówną, zjawiła się grupa żandarmów, aby wywłaszczyć właściciela budynku. Łączniczka otworzyła drzwi i zasłaniając się jego nieobecnością, nie wpuściła funkcjonariuszy. Następnie na polecenie Korola zaczęła palić w piecu pocztę, po którą miał się zgłosić kurier. W tym czasie Józef Korol próbował opuścić dom, ale żandarmi zauważyli go i postrzelili w nogę. By nie dostać się w ręce gestapo, popełnił samobójstwo, zażywając truciznę. Część niedopalonych dokumentów żandarmi przekazali katowickiemu gestapo. W raporcie z 1 czerwca 1942 r. szef katowickiego gestapo Rudolf Mildner odnotował, iż SZP, skupiającą głównie zwolnionych z obozów jeńców wojennych i polską inteligencję, rozpracowywano od maja 1940 r. W sierpniu 1940 r. śledztwo prowadzone przez policję bezpieczeństwa w Katowicach z udziałem konfidentów było na tyle zaawansowane, że ustalono skład kierownictwa organizacji.
Materiały zabezpieczone w willi „Lusia” potwierdziły dotychczasowe ustalenia. Karol Kornas został aresztowany pod koniec października 1940 r. Z akt sprawy karnej prowadzonej przez katowickie gestapo wynika, że już w trakcie ustnego przesłuchania wskazał on adres punktu kontaktowego w Czechowicach-Dziedzicach, w wyniku czego 19 listopada 1940 r. aresztowano tam braci Rymerów. Ksawery Lazar został zatrzymany 20 listopada 1940 r. Złożył zeznania obciążające Bernarda Czerdybona. Pawła Szmechtę aresztowano 17 listopada 1940 r. W grypsie, który przesłał rodzinie, napisał: „Swego czasu dostałem wezwanie do prokuratura na plac Wolności (ja myślałem, że to w sprawie Galgona), był to podstęp i tam mnie aresztowano, a na drugi dzień dużo innych, których Lazar podał”. Wreszcie 4 grudnia 1940 r. na ulicy w dzielnicy Katowic – Ochojcu – został zatrzymany Jan Anioł. Z cytowanego już raportu Mildnera wynika również, iż aresztowani „po uporczywym zaprzeczaniu wreszcie przyznali się do winy”. Na podstawie ich zeznań oraz otrzymanych w tym czasie informacji ustalono, że SZP planuje dokonać w ferie świąteczne Bożego Narodzenia 1940 r. akcję sabotażową. W związku z tym we wczesnych godzinach rannych 18 grudnia 1940 r. przeprowadzono obławę, w wyniku której aresztowano 456 osób, w tym 27 kobiet. Helena Mathea tego dnia nie została zatrzymana, noc spędziła u koleżanki w Gliwicach. Wpadła natomiast Genowefa Wala. W czasie śledztwa była konfrontowana z innymi aresztowanymi członkami organizacji, ale nie z Heleną Matheą. Co ciekawe, już jesienią 1940 r. Wala zorientowała się, że Mathea „chodzi jej szlakami” i korzysta z jej kontaktów. Zameldowała o tym jednemu z konspiratorów, Jerzemu Rudzie, od samej Heleny też starała się dowiedzieć, dlaczego to robi, ale ta unikała odpowiedzi.
Próby rozpracowania agentki
Po aresztowaniu Kornasa w październiku 1940 r. nowym szefem wywiadu został mianowany Antoni Gąszczyk, który wkrótce, w lokalu kontaktowym przy ul. Plebiscytowej, spotkał się z Heleną Matheą. Wtedy podchodził już do niej z rezerwą, gdyż uważał, że jako kurierka Kornasa, po jego aresztowaniu, powinna się ukryć i zerwać wszelkie kontakty. Gdy Mathea poinformowała Gąszczyka, iż nawiązała kontakt z emisariuszem z Warszawy z Komendy Głównej ZWZ i ten chce się z nim spotkać, nie zgodził się na to; co więcej, postanowił poddać Matheę obserwacji. W listopadzie i grudniu 1940 r. odbył z nią kilka spotkań na terenie Katowic, a ich przebieg utwierdził go w przekonaniu, iż Mathea jest agentką gestapo. Ryzykując życie, chciał dostarczyć Komendzie Okręgu dowody na jej współpracę i w konsekwencji doprowadzić do jej zlikwidowania. Pierwsze spotkanie miało miejsce na placu dworca autobusowego. Gąszczyk poprosił wówczas wywiadowcę Józefa Łukaszewicza, by obserwował ich razem, a po rozstaniu by ruszył za Matheą.
Na początku spotkania zaproponował, że poprowadzi ją ustaloną przez siebie trasą, by sprawdzić, czy w związku z aresztowaniem Kornasa kobieta nie jest śledzona. Po przejściu kilku katowickich ulic stwierdził, iż nie są obserwowani, i zaproponował Mathei, by dalej to ona prowadziła. Weszli do kawiarni przy ul. 3 Maja. Tam zajęła miejsce na balkonie. Mathea sama o nic nie pytała, a Gąszczyk podawał jej nieprawdziwe informacje na temat organizacji. Na dole siedziało dwóch mężczyzn, którzy wyglądali na gestapowskich tajniaków i ich obserwowali. Oboje to zauważyli. Wówczas Mathea uznała za konieczne opuszczenie kawiarni – tak też po wypiciu herbaty zrobili. Po wyjściu z lokalu kobieta poprosiła o zakończenie spotkania, twierdząc, że ma pilne sprawy domowe, i wsiadła do autobusu. Śledzący ją Łukaszewicz następnego dnia zameldował, iż Helena Mathea wysiadła na najbliższym przystanku przy ul. Mikołowskiej i pieszo udała się do gmachu gestapo przy ul. Powstańców. Ponieważ nie wychodziła stamtąd przez godzinę, Łukaszewicz odszedł.
Antoni Gąszczyk złożył Komendzie
Okręgu raport o współpracy Mathei i wniosek o jej likwidację z deklaracją, że
może wykonać wyrok. Po kilku dniach otrzymał informację, że dowody są
niewystarczające. Jednocześnie przekazano mu polecenie zbierania dalszych
dowodów, zatem ponownie spotkał się z Matheą.
Poprosił ją o wybranie trasy. Poprowadziła go na Rynek, gdzie uliczny fotograf niespodziewanie wykonał im zdjęcie. Gąszczyk zażądał od niego rewersu do odbioru, ale tamten odszedł bez słowa. Chwilę potem minął ich mężczyzna w mundurze gestapo, który na widok Heleny uniósł rękę w hitlerowskim pozdrowieniu. Kobieta była zażenowana sytuacją i wyjaśniła, że Niemca poznała w towarzystwie i że to przyzwoity człowiek. Po spotkaniu, w czasie którego zrobiono zdjęcie, Antoni Gąszczyk widział się z Matheą jeszcze kilka razy. Prosiła go o zadania i kontakty, lecz żadnych nie otrzymała. Ponieważ Gąszczyk planował wyjazd ze Śląska, bo uważał, że jest spalony, na jej wyraźną prośbę dał Mathei telefon służbowy do firmy spedycyjnej „Tulag”, w której był zatrudniony. Prosił jednocześnie, by z niego korzystała w nagłych wypadkach.
Spotykał się z Matheą, bo jako doświadczony wywiadowca miał przekonanie, że gestapo nie aresztuje go, dopóki nie rozpracuje obwodu mysłowickiego, którym kierował. Przedostatni raz widział kobietę 19 grudnia 1940 r. Datę zapamiętał dokładnie, gdyż poprzedniej nocy miały miejsce masowe aresztowania. Nie objęły one osób z obwodu mysłowickiego i siemianowickiego, którym kierował Józef Skrzek ps. „Gromek”. Gąszczyk na spotkanie przyszedł wcześniej, by zbadać teren i sprawdzić, czy za Matheą ktoś nie idzie. Nie zauważył nic podejrzanego. Kobieta opowiadała mu o okolicznościach aresztowania Józefa Pukowca, co znowu wzbudziło jego czujność. Tego dnia nie rozmawiali o konspiracji. Gąszczyk nie zamierzał się więcej spotykać z Matheą, gdyż w Sylwestra planował wyjazd ze Śląska. W Wigilię kobieta niespodziewanie pojawiła się przed siedzibą firmy „Tulag”. Gąszczyk udawał radość ze spotkania i stwierdził, że ma dla kobiety zadanie – powinna nawiązać kontakt z wywiadem ze wschodu. On sam miał w związku z tym spotkanie umówione na 28 grudnia o 18.00 u zbiegu ul. Młyńskiej i Stawowej. Poprosił, by na nie przyszła. Nie zamierzał spotkać się z Matheą, ale obserwował ją. O umówionej godzinie pojawiła się – elegancko ubrana w białą futrzaną czapkę i białe boty. Dostrzegł też dwóch mężczyzn ubranych w ceratowe płaszcze, buty z cholewami i tyrolskie kapelusze. Byli na miejscu już przed przyjściem kobiety, która, nie doczekawszy się Gąszczyka, rozłożyła ręce w momencie, gdy mijali ją obaj mężczyźni. Następnie szybko odeszła.
Zdaniem Gąszczyka w ten sposób się zdemaskowała. W noc sylwestrową wyjechał ze Śląska. Był poszukiwany przez gestapo, a w domu jego rodziców przeprowadzano rewizję. Pewnego dnia pojawiła się u nich młoda kobieta, przedstawiając się jako Mathea, i poprosiła o podanie adresu syna. Na dowód znajomości z Antonim Gąszczykiem pokazała fotografię, której ci nigdy przedtem nie widzieli. Gąszczyk przypuszczał, że było to zdjęcie, które zrobił uliczny fotograf. Po wojnie rodzice opisali kobietę w sposób odpowiadający rysopisowi Heleny Mathei. Gdy w 1947 r. w prasie pojawiła się informacja o liście gończym wystawionym za Matheą, z dołączonym zdjęciem, Gąszczykowie rozpoznali ją jako tę, która w czasie wojny poszukiwała ich syna.
W czasie gdy Antoni Gąszczyk spotykał się z Heleną Matheą, używała ona pseudonimu „Halina”. Pseudonim „Julka” i „Krwawa Julka” został jej nadany po masowych aresztowaniach w związku z podejrzeniami, że jest konfidentką gestapo – w powstańczej piosence Strzelców Bytomskich w drugiej zwrotce jest mowa o Julce wiernej Niemcom.
Podejrzenia braci Kąckich
Podczas masowych aresztowań z 18
grudnia 1940 r., ok. 2.00 w Piotrowicach w ręce gestapo wpadli bracia Stanisław
i Leon Kąccy. Leon niemal codziennie spotykał się z Heleną Matheą. Bywała w
mieszkaniu braci w Piotrowicach. Na początku grudnia 1940 r. Leon Kącki
przyjechał do brata Stanisława do Żywca, gdzie ten pracował.
Powiedział mu, że „ktoś ich sypie”. Polecił zorganizować kilka punktów, w których można by się ukryć, gdyż aresztowano już Kornasa, Teofilę Glaglę i innych. Ponieważ o pewnych sprawach wiedziały tylko cztery osoby, a wykluczył aresztowanych (Kornasa, Lazara) i siebie, zaczął podejrzewać Helenę. Zlecił śledzenie jej. Ponownie Leon Kącki przyjechał do Żywca 17 grudnia 1940 r. i tego dnia wieczorem razem z bratem udali się do Piotrowic, gdzie następnego dnia zostali zatrzymani. Grupę ok. 40 osób ujętych w akcji aresztowań osadzono tymczasowo w szkole w Piotrowicach i jeszcze tego samego dnia wywieziono do KL Auschwitz, pod zarzutem przynależności do polskiej organizacji podziemnej i przygotowywania dywersji. Faktycznie, organizacja planowała w święta Bożego Narodzenia zniszczyć kilka mostów i węzłów komunikacyjnych. W obozie Leon Kącki miał okazję rozmawiać z bratem i przekazał mu, iż gestapo zarzuca mu szpiegostwo, przygotowania do dywersji i przygotowanie środków wybuchowych. Po około dwóch tygodniach gestapo Leona zabrało. Pozostałych zatrzymanych zabrano do Katowic po sześciu miesiącach.
Stanisław Kącki był ciężko chory i umieszczono go w szpitalu przy ul. Mikołowskiej, gdzie przebywał kolejnych sześć miesięcy. Tam matka przesłała mu gryps, który brat Leon ukrył w brudnej bieliźnie. Brzmiał on: „Hala pracuje dla gestapo. Mam na to dowody. Konfrontacja”. To samo powtórzył matce – miał możliwość rozmawiać z nią po rozprawie, na której orzeczono wobec niego karę śmierci.
Tymczasowe aresztowanie „Hali”
Z notatki Heleny Mathei, jaką sporządziła na prośbę ojca jesienią 1945 r., a której kopie przekazał do akt Czesław, wynika, iż po aresztowaniu Genowefy Wali, Wiechuły i innych „siedziała cicho”, gdyż z powodu dekonspiracji nie można było podtrzymywać dotychczasowych kontaktów z niektórymi osobami. Na początku 1941 r. do jej mieszkania na Śląską przyszedł Wiktor Grolik, rzekomo wypuszczony z Oświęcimia, z wiadomością od „K” (Kornasa), by razem z nim kontynuowała „pracę”. Zgodziła się. W chwili sporządzania notatki Mathea wiedziała już o współpracy Grolika z niemiecką tajną policją i pisała dalej: „G to wtyczka gestapo i przez niego musiałam niezgrabnie naprowadzić go na innych. Spotykaliśmy się na ulicy, w parku itd. Dwa razy na spotkanie przyszedł z Kampertem”. To Mathea poznała Grolika i Gerharda Kamperta z Pawłem Ulczokiem – wszytkich trzech po wojnie skazano na karę śmierci za współpracę z gestapo. Helena Mathea została aresztowana przez gestapo 18 maja 1941 r. Z perspektywy czasu uważała, że stało się to z inspiracji Kamperta i Grolika. Osadzono ją w katowickim więzieniu przy ul. Mikołowskiej. Codziennie przesłuchiwano w siedzibie katowickiego gestapo przy ul. Powstańców i w tym celu przewożono ją tam samochodem lub pieszo doprowadzano z więzienia. Do dyspozycji gestapo pozostawała przez mniej więcej trzy tygodnie. Po zwolnieniu z aresztu musiała się co dwa tygodnie meldować w placówce gestapo. W czerwcu 1941 r. spotkała się z Alojzym Targiem. Opowiedziała mu o swoim aresztowaniu, o tym, że cudem wyszła z więzienia, gdyż zakochał się w niej sekretarz kryminalny Paul Breuche, rzekomo prowadzący jej sprawę tak, by doprowadzić do jej zwolnienia. Mathea twierdziła, że Breuche kilka razy odwiedził ją w domu i chciał się z nią żenić.
Targ uwierzył i podzielił się tą wiedzą z innymi kolegami z konspiracji, którzy uznali, iż jest to możliwe. W czasie kolejnego pobytu w Katowicach Mathea zaproponowała Targowi nawiązanie kontaktów z niearesztowanymi jeszcze członkami konspiracji. W ten sposób Targ spotkał się z Pawłem Ulczokiem, pracującym w organizacji od listopada 1940 r., który z kolei doprowadził do kontaktu z por. „Gromkiem” i ks. Janem Machą. Ci wyrazili wobec Mathei zastrzeżenia, ale w czasie spotkania z udziałem kobiety zostały one wyjaśnione na jej korzyść. Mathea miała nadal pracować jako kurier między Targiem w Warszawie a inspektoratem na Śląsku. Te kontakty trwały niespełna trzy miesiące, bo z końcem lata 1941 r. Targ otrzymał od Heleny list, z którego wynikało, że na Śląsku atmosfera wokół niej gęstnieje. Potem dowiedział się o aresztowaniu „Gromka” i Machy oraz związanych z tym podejrzeniach wobec Heleny. Wezwał ją w tej sprawie do Warszawy, ale nie przyjechała. Pod koniec 1942 r. wydał rozkaz zerwania z nią wszelkich kontaktów. Niemniej prywatnie Targ był przekonany, iż żadna z osób, do których kontakt dał Mathei na Śląsku czy w Warszawie, nie została aresztowana.
Wpadka ks. Machy
Aresztowanie ks. Jan Machy, także łączone z donosami Mathei, miało miejsce 5 września 1941 r. Ustalenia w kwestii przyczyn i okoliczności jego zatrzymania oparto na grypsie, który Joachim Gürtler napisał do matki 26 listopada 1941 r. z więzienia w Mysłowicach, oraz na zeznaniach świadków: Józefa Gürtlera – obecnego przy aresztowaniu księdza Machy, oraz Jana Hajdugi i Bernarda Łukaszczyka, ministrantów pełniących posługę w 1941 r. w parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej, którzy w dniu aresztowania przyjechali z kapłanem do Katowic. Wszyscy trzej odebrali tego dnia w kurii dwie paczki z katechizmami i wrócili na dworzec. Ksiądz odprowadził ministrantów na peron, stwierdził, że ma coś jeszcze do załatwienia, po czym zostawił walizkę z katechizmami i odszedł w kierunku schodów.
Chłopcy, nie doczekawszy się na niego, wrócili do Rudy następnym pociągiem. Tego dnia księdza Machę ubezpieczali Józef Gürtler i Wincenty Pysz. O 19.00 w ich obecności w dużym holu dworca katowickiego kapłan został zatrzymany przez funkcjonariusza gestapo Bautscha, który następnego dnia przeprowadzał aresztowania w Rudzie. Wtedy, w nocy z 6 na 7 września 1941 r., gestapo aresztowało między innymi Joachima i Stefana Gürtlerów, Joachima Achtelika i Józefa Stargałę, którzy po zatrzymaniu zostali przewiezieni do więzienia w Mysłowicach. W aktach osobowych księdza Machy znajduje się gryps Joachima Gürtlera o następującej treści: „Teraz wam wyjaśnię, dlaczego zostaliśmy aresztowani. Ksiądz Jan Macha już był wsypany w 1940 w grudniu, jak były te głośne aresztowania.
Nasz główny dowódca Śląska [szefem sztabu Okręgu Śląskiego był Karol Kornas, a szefem Oddziału Organizacyjnego Ksawery Lazar – przyp. E. K.] go wydał i dołączył jeszcze pseudonim ks. Machy, tak że oni go już śledzili od 1940 r. Przypomnijcie sobie, że ks. Macha był w Zielone Świątki [w 1941 r. Święto Zesłania Ducha Świętego, tzw. Zielone Świątki, przypadało na 1 czerwca – przyp. E. K.] na gestapo, ale go puścili, bo jeszcze nie mieli wszystkich dowodów w ręce i aresztowali go na gorącym uczynku w Katowicach, jak miał spotkanie”. Dodatkowo z grypsu wynika, iż Franciszek Jaskuła, korzystający z pomocy finansowej organizacji, gdy odmówiono mu kolejnego wsparcia finansowego, z zemsty sfałszował raport, podpisując go pseudonimami „Kleryk”, „Achtelik” oraz innymi, po czym wysłał na gestapo. W aktach ks. Machy znajdują się również zeznania strażnika więziennego Michała Mądrego, złożone 1 lutego 1948 r., który rozmawiał z kapłanem przed straceniem. Ten powiedział, że został aresztowany za pracę charytatywną dla Polaków, a wydał go pijak, który otrzymał zbyt małe wsparcie finansowe.
Rozpracowanie Mathei przez Wiktora Adamczyka
Kurt Pichuła w organizacji Siła Zbrojna Polski był zastępcą Wiktora Adamczyka, szefa „walki cywilnej”, zajmującej się tzw. ochroną. Adamczyk latem 1941 r. osobiście rozpracowywał HelenęMatheę. Był przekonany, iż jest ona agentką gestapo. W policji niemieckiej miał współpracownika, który go o tym zawiadomił. Poza tym rozpracowujące ją osoby potwierdzały, że wielokrotnie wchodziła do gmachu gestapo. Adamczyk ustalił też, że wbrew zasadom konspiracji Mathea zbierała informacje. Na współpracę kobiety z gestapo wskazywały również okoliczności zatrzymania w październiku 1941 r. katowickiego inspektora Józefa Skrzeka „Gromka”. Kurt Pichuła i Wiktor Adamczyk widzieli się ze Skrzekiem pod koniec lata 1941 r. Umówili się na kolejne spotkanie za mniej więcej dziesięć dni, dokładnie określając datę i godzinę. Tymczasem dwa dni po ich rozmowie ze Skrzekiem Helena Mathea przekazała Jerzemu Lisowi, iż Skrzek chce się z nimi widzieć jeszcze tego dnia o 17.00 w kawiarni „Europa”, gdyż ma coś ważnego do przekazania.
Obaj mężczyźni byli zaskoczeni, ponieważ wcześniej uzgodniono inny termin, a poza tym Skrzek nigdy nie wyznaczał spotkań w kawiarniach. Adamczyk wielokrotnie ostrzegał Skrzeka, że wszystko wskazuje na to, iż Mathea współpracuje z gestapo, ale ten, blisko z nią współpracując, ufał jej. Gdy Pichuła i Adamczyk dojechali do Katowic, udali się do znajomego mieszkającego przy ul. 3 Maja i poprosili, by poszedł do „Europy” i wywołał Skrzeka. Czekali na niego na ulicy – po chwili wrócił i oznajmił, że w kawiarni jest gestapo, ktoś został aresztowany. Stało się jasne, że za wszystkim stała Mathea. Potem kobieta zniknęła. Materiały z jej rozpracowania Adamczyk przekazał władzom organizacji. Jakiś czas później Pichuła dowiedział się od Wacława Stacherskiego „Nowiny”, że na Helenę Matheę wydano wyrok śmierci. Paweł Skrzek dodatkowo zeznał, iż z relacji nieżyjącego już brata Ludwika dowiedział się o treści innego grypsu, który brzmiał: „Jestem już po śledztwie, nikogo nie wsypałem. »Julka« pracuje dla gestapo”.
Wyrok
Sprawa wyroku wydanego jakoby na Matheę przez podziemie pozostaje niejasna. Antoni Sieminigowski, od marca 1941 r. do końca wojny szef II Oddziału Sztabu Okręgu Śląskiego ZWZ (potem AK), utrzymywał, że kobieta została skazana na karę śmierci jesienią 1941 r. przez Specjalny Sąd Wojenny przy Komendzie Okręgu. Wyrok podobno zatwierdził komendant Okręgu Henryk Kowalówka. O wyroku na Matheę wspominał również Zygmunt Walter Janke, znający jej działalność jedynie z raportów, ponieważ na Śląsk przybył w 1942 r. W maju 1941 r. obowiązki szefa sztabu i komendanta Okręgu Śląskiego przejął Józef Słaboszewski. W tym czasie miały miejsce wspomniane pojedyncze aresztowania, a w październiku 1941 r. został zatrzymany Józef Skrzek. Już po kilku dniach Słaboszewski otrzymał gryps, w którym Skrzek zawiadamiał, że grozi mu 10 lat więzienia, i prosił o opiekę nad matką. Po kilku dniach przyszła następna wiadomość, w której Skrzek żegnał się z kolegami jako stracony, gdyż „Paulek”, czyli Paweł Ulczok, „sypnął” go podczas konfrontacji. Wówczas Słaboszewski rozkazał swoim najbliższym współpracownikom, by bez względu na straty zgładzić Ulczoka i współpracującą z nim jako łączniczka Matheę.
W grudniu 1941 r. Słaboszewski przypadkowo natknął się na Matheę na pl. Andrzeja, wyciągnął pistolet z kieszeni i wystrzelił do niej z 8–10 metrów. Chybił, bo broń się zacięła. Mathea uciekła. Słaboszewski nie słyszał, by na Matheę zapadł oficjalny wyrok, a przecież pracował razem z komendantem Kowalówką.
Wyjazd z Polski
31 stycznia 1942 r. Helena Mathea wyjechała do Lipska, na naukę języka angielskiego. Wróciła w lutym i zatrudniła się w fabryce obrabiarek w Rudach Raciborskich, a 18 sierpnia tego roku otrzymała pracę w Gliwicach. Zarobione pieniądze odkładała na kształcenie. Jesienią 1943 r. udała się do Wiednia, gdzie jako wolna słuchaczka zapisała się na Wydział Medyczny Uniwersytetu Wiedeńskiego. Jesienią 1944 r. zamknięto uczelnię i Mathea wyjechała do Trzebnicy, gdzie została zatrudniona w szpitalu. Nie ewakuowała się do Niemiec, ale pozostała w Katowicach. W listopadzie 1945 r., po jej zatrzymaniu, wskutek interwencji Ryszarda Koczego, i zwolnieniu na kategoryczne zażądanie ojca, by opuściła kraj, jako pielęgniarka PCK wyjechała z chorymi do Wiednia.
Wnioski
Co można wywnioskować z powyższego materiału? Helena Mathea na pewno nie była funkcjonariuszką gestapo, natomiast wydaje się bezsprzeczne, iż podjęła z tajną policją współpracę – ale trudno jednoznacznie wskazać, kiedy miało to miejsce oraz ilu członków Siły Zbrojnej Polski kobieta wydała w ręce gestapo. Świadkowie obciążali ją przede wszystkim za aresztowanie Karola Kornasa, z którym blisko współpracowała jako łączniczka. Choć ustalono, iż gestapo zdecydowało się aresztować Kornasa po przełomie w śledztwie, jakim było przypadkowe zdobycie dokumentów organizacji, po najściu w sierpniu 1940 r. na willę „Lusia”, to rozpracowanie SZP prowadzono od wiosny 1940 r., kiedy to wśród aresztowanych za działalność w POP znalazły się osoby, które zdecydowały się dobrowolnie lub pod groźbą współpracować z gestapo.
Nie można wykluczyć, iż jednym z konfidentów mogła być już wówczas Helena Mathea, pozyskana podczas interwencji w sprawie aresztowania jej ojca – ale dowodów na to brak. Jak już wspomniano, jedną z pierwszych osób przekonanych o przyczynieniu się Mathei do zatrzymania Kornasa, a w konsekwencji masowych aresztowań członków organizacji 18 grudnia 1940 r. był Leon Kącki. Swoimi podejrzeniami dzielił się on z bratem oraz innymi aresztowanymi. W przekonaniu o swojej słuszności utwierdzał go fakt, iż Mathea uniknęła aresztowania 18 grudnia 1940 r. Nie zachowały się grypsy Leona Kąckiego, o których wspominał jego brat Stanisław, jednak z jego relacji wynika, iż Leon Kącki był w śledztwie konfrontowany z Heleną Matheą, po czym napisał, że kobieta „sypie”. Informacja o konfrontacji Karola Kornasa z Matheą pojawia się w zeznaniach świadków, którzy mieli z Kornasem kontakt w czasie śledztwa.
Opisywane przez Antoniego Gąszczyka dziwne zachowanie Heleny w czasie spotkań, choć nie spowodowało jego aresztowania, może również wskazywać na współpracę Heleny z gestapo. Choć istnieją podejrzenia dotyczące współpracy Mathei w tym okresie z gestapo, to jednak brak dowodów, iż jako konfidentka przyczyniła się do zatrzymania Karola Kornasa, a dowody jego pracy i funkcji zajmowanej w strukturach SZP gestapo z całą pewnością pozyskało z dokumentów organizacji przechwyconych w willi „Lusia”. Natomiast aresztowania w grudniu 1940 r. wynikały w dużej mierze z obciążających zeznań (wymuszonych torturami) złożonych w śledztwie przez Karola Kornasa i Ksawerego Lazara. Helena Mathea została aresztowana 18 maja 1941 r. i wypuszczona po około trzech tygodniach. Nawet jeśli prawdą jest, iż do jej zwolnienia przyczynił się funkcjonariusz gestapo, który darzył ją uczuciem, to nie wydaje się, by to wystarczyło do skutecznego zwolnienia łączniczki Karola Kornasa.
Jeśli można się zastanawiać, czy współpracowała z gestapo wcześniej, wątpliwości te nie dotyczą okresu po jej zwolnieniu. To właśnie wtedy miały miejsce konfrontacje z jej udziałem, o których w swoich grypsach wspominali Leon Kącki, a potem Józef Skrzek. Na podstawie zebranego materiału dowodowego nie udało się potwierdzić, by przyczyniła się do aresztowania ks. Jana Machy, natomiast w świetle zeznań Kurta Pichuły bezsporny jest jej udział w aresztowaniu Józefa Skrzeka. Nie ma obecnie możliwości ustalenia, jakie motywy kierowały działaniami Heleny Mathei – obawa przed brutalnym śledztwem czy troska o ojca. Niewątpliwą korzyścią była możliwość pobierania nauki w Lipsku i Wiedniu, niedostępna dla innych posiadaczy IV DVL.
W świetle zebranego materiału
dowodowego nie wydaje się, by współpracę podjęła dobrowolnie, z chęci działania
na szkodę polskich członków organizacji podziemnej. Jeśliby przyjąć, iż
obietnicę współpracy z policją złożyła w kwietniu 1940 r. w związku z
aresztowaniem ojca, to jej działania w tym zakresie, opisywane przez świadków
(Antoni Gąszczyk) jako nieudolne, mogą również świadczyć o pozorowaniu współpracy.
Być może aresztowanie Mathei w maju 1941 r. miało zmusić ją do bardziej
efektywnej współpracy, zakończonej wydaniem gestapo Józefa Skrzeka.
Kilku świadków zeznało, iż w domu Matheów przebywali funkcjonariusze gestapo. W zeznaniach Ryszarda Koczego odnotowano, że w 1940 r. polecił on Franciszkowi Wojtale śledzenie Heleny. Z jego relacji wynikało, że do domu Mathei wieczorami często przyjeżdżali umundurowani funkcjonariusze gestapo. W zeznaniach Adeli Jackowicz-Korczyńskiej jest mowa o tym, iż od Bolesława Wiechuły otrzymała ona polecenie obserwowania Heleny Mathei. Wykonując zadanie, dwukrotnie widziała, jak młody gestapowiec wychodził sam z domu Matheów. Z kolei Janina Koczy, gdy dowiedziała się, że mąż został aresztowany z powodu Heleny Mathei, zaczęła ją obserwować. Również mieszkała w Ligocie i była świadkiem, jak Matheę do domu odwoził kierowca w gestapowskim mundurze.
Ponieważ w domu Matheów, po konfiskacie ich nieruchomości, zamieszkali funkcjonariusze gestapo, obecność umundurowanych mężczyzn nie musi mieć związku z Heleną Matheą. W ich domu kilka razy pojawił się gestapowiec Paul Breuche. Na podstawie tych ustaleń nie ma jakichkolwiek podstaw, aby przyjąć, że Helena Mathea była funkcjonariuszką gestapo i uczestniczyła w podejmowaniu decyzji przez tajną niemiecką policję państwową w kwestii dalszego losu osób, w których ujęciu brała udział, a w szczególności w sprawie skazania ich na karę śmierci. Obowiązujący ciągle art. 1 pkt 1 dekretu o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców narodu polskiego z dnia 31 sierpnia 1944 r. stanowi, że karze podlega ten, kto bierze udział w dokonywaniu zabójstw. Takiego czynu Helena Mathea nie popełniła.
Niezależnie od tego brak też dowodów na to, iż brała udział w ujęciu Karola Kornasa, Leona Kąckiego, Jana Anioła i Jana Machy, skazanych przez Trybunał Ludowy i Wyższy Sąd Krajowy na kary śmierci, co było podstawą do poszukiwania jej listem gończym. Natomiast materiał dowodowy pozwala na przyjęcie, że pomagając władzom państwa niemieckiego, brała udział w ujęciu Józefa Skrzeka. Czyn ten został spenalizowany (stał się karalny) w art. 1 ust. 2 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. i był zagrożony karą śmierci. Przestępstwo to najpierw zostało objęte Ustawą z dnia 27 kwietnia 1956 r. o amnestii, a następnie – Ustawą z dnia 20 marca 1997 r. wprowadzającą kodeks karny – zdepenalizowane, to znaczy pozbawione sankcji karnych.
Legenda
W latach powojennych, kiedy nie udało się rozliczyć Heleny Mathei za zdradę, jej współpraca z gestapo obrosła legendą, która nawet doczekała się literackiego opisu i filmu nakręconego na tej podstawie. Niektórzy z zeznających świadków, zwłaszcza w latach 70., próbując odtworzyć przebieg swojego aresztowania i gehennę podczas przesłuchań, w każdej kobiecie o jasnych włosach spotkanej w gmachu gestapo widzieli „Matejankę”. W zeznaniach pojawia się jako tłumaczka i funkcjonariuszka dopuszczająca się wobec aresztowanych rękoczynów. Chłodna analiza dowodów nie pozwala jednak na potwierdzenie tej wersji. Za przykład niech posłużą zeznania Stanisława Kąckiego i Ryszarda Koczego, mieszkańców Piotrowic. Ryszard Koczy, Stanisław Kącki i jego brat Leon, blisko współpracujący z Heleną, zostali aresztowani w nocy 1940 r. i razem z kilkudziesięciu osobami osadzeni w szkole w Piotrowicach. Ryszard Koczy wśród gestapowców widział Helenę Matheę ubraną po męsku, w mundurze gestapo i czapce z trupią główką. Przyglądał się jej, został uderzony przez innego gestapowca. Natomiast w zeznaniach Stanisława Kąckiego, którego w tym samym czasie przetrzymywano w szkole, taka informacja się nie pojawia. Gdyby Mathea faktycznie tam była tej nocy, to Leon Kącki, widujący ją codziennie, musiałby to zauważyć.
Ewa Koj – prokurator, naczelnik Oddziałowej
Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi
Polskiemu w Katowicach.
Źródło:
• IPN Katowice, Akta śledztwa przeciwko Helenie Mathei, S 78/12/Zn.
To jedna z najbardziej fascynujących i tajemniczych zagadek śląskiej historii minionego wieku. Helena Matejanka była diabłem w ludzkiej skórze czy ofiarą zbiegów okoliczności i ludzkiej zawiści?
Wszystko zaczęło się od pewnego zdjęcia. Przeglądałem stare roczniki śląskich gazet. Szukałem potrzebnych do jakiegoś sportowego tekstu materiałów archiwalnych. Wtedy właśnie zobaczyłem tę fotografię.
Duże zdjęcie na pierwszej stronie, tuż obok winiety. Piękna kobieta z niesamowitym uśmiechem, ślicznymi blond włosami i pełnymi ciepła oczami. Jasne było, że musiało chodzić o aktualnie wybraną Miss Polski albo jakąś kandydatkę do tego tytułu. Przecież po wojnie też wybierano najpiękniejsze Polki - pomyślałem. Zaciekawiony zerknąłem jeszcze na podpis pod zdjęciem: Ta piękność iście filmowa to jedna z najpotworniejszych zbrodniarek, agentka Gestapo, sprawczyni śmierci kilkuset ludzi.
Tak się zaczęły moje poszukiwania prawdziwej historii Heleny Matheanki, pięknej katowiczanki, o której na Śląsku nie mówi się inaczej jak "Krwawa Julka". Bohaterki filmu Kazimierza Kutza "Na straży swej stać będę".
Helena Mathea urodziła się w Ligocie, dzielnicy Katowic. Dwa lata wcześniej miał tam miejsce strajk szkolny polskich dzieci sprzeciwiających się niemieckim represjom. Podczas plebiscytu w 1921 r. aż ponad 70 proc. obywateli tej gminy wiejskiej opowiedziało się za tym, by Ligota należała do Polski. W czasie III powstania śląskiego, w nocy 3 maja 1921 r., na tym terenie zgrupowano oddziały powstańców śląskich Walentego Fojkisa, które zaatakowały i zdobyły Katowice. Ligota została uroczyście przejęta przez polską administrację 20 czerwca 1922 roku.
Helena była bratanicą ks. Karola Mathei, słynnego działacza narodowego, w okresie międzywojennym posła Sejmu Śląskiego. Pełna energii harcerka w Miejskim Gimnazjum Żeńskim w Katowicach przy placu Wolności (dzisiaj 3-maja 42) należała do najlepszych uczennic. Teraz jednak niektóre koleżanki z klasy mówią: - "Była dumna i zarozumiała. Miała wredny charakter. - Nie chciała podpowiadać innym dziewczynom" - wspomina Irys Chowaniec, uczennica ze szkolnej ławki obok. (na liście 36 uczennic klasy (dokument poniżej) nazwisko Wendlandówna Irys ?!)
Inna koleżanka zapamiętała jednak Helę zupełnie inaczej. - "Miła, uczynna i zawsze otoczona wianuszkiem adoratorów. Słabiej radziła sobie z polskim, ja jej pomagałam z tym przedmiotem, za to ona dawała mi lekcje z matematyki - przypominała w rozmowie ze mną Barbara Gromadzińska, w tamtym okresie znana pod panieńskim nazwiskiem Łabędzka. (na liście 36 uczennic klasy (dokument poniżej) nazwisko Siemiginiowska Barbara albo Rzaska Barbara - bo były dwie Barbary w klasie ?!)
Kurierka z podziemia
Kiedy wybucha wojna, Helena ma 17 lat. Trafia do konspiracji i jako była harcerka zostaje przydzielona do lokalnego oddziału Sił Zbrojnych Polski. Szefem oddziału w Ligocie jest porucznik Karol Kornas, a Helena w szybkim czasie zostaje jego osobistą kurierką. Dostaje pseudonim "Julka". Ta współpraca trwa niecały rok. W październiku 1940 roku Kornas zostaje aresztowany przez gestapo. W tym czasie potężna fala aresztowań praktycznie rozbija struktury organizacji na Śląsku. Niemcy zatrzymują ponad 450 osób związanych z SZP. Podejrzenie zdrady pada na Matejankę. Dlaczego? Bo mimo że była najbliższą współpracowniczką Kornasa, miała kontakty wewnątrz organizacji, pozostała nieoczekiwanie na wolności.
Rudolf Mildner był przebiegłym szefem katowickiego gestapo. W jednym ze sprawozdań, które się zachowały, wspomniał, że pozostawieni na wolności konspiratorzy byli obserwowani, by doprowadzić Niemców do wyżej postawionych figur.
Zakochany gestapowiec
Kluczowym momentem dla historii Matheanki jest wiosna 1941 roku. Zaczęło się od przypadkowo poznanego na katowickim dworcu niejakiego Pawła Ulczoka, z którym Helena wdaje się w rozmowę. Nieznajomy przedstawia się jako członek jednej z rozbitych grup SZP. Imponuje dziewczynie konspiracyjnymi znajomościami. Potem spotykają się coraz częściej. W maju Ulczok nieoczekiwanie zawiadamia Helenę o
grożącym jej aresztowaniu, zabiera dziewczynę do swojego domu, a tam... godzinę później pojawiają się gestapowcy.
Dziewczyna trafia do więzienia przy ulicy Mikołowskiej, gestapowcy przesłuchują ją przez ponad dwa tygodnie. W przeciwieństwie do większości konspiratorów "Julka" opuściła jednak mury osławionej katowickiej katowni. Jak relacjonowała potem rodzina, wróciła załamana psychicznie, zamknięta w sobie. Trzy miesiące później następuje kolejna fala aresztowań. Tym razem gestapo uderza celnie w kluczowe postacie podziemnego państwa na Śląsku. Niemcy zatrzymują porucznika Józefa Skrzeka, szefa Inspektoratu Katowickiego ZWZ, oraz księdza Jana Macha, aktywnego orędownika polskości, członka ruchu oporu o pseudonimie "Konwalia". Obaj byli przez kilka miesięcy brutalnie przesłuchiwani. Skrzek zostanie potem powieszony na rynku w rodzinnych Michałkowicach, a Macha zgilotynowany w katowickim więzieniu. Padają pytania. Jak to możliwe, by gestapo ją wypuściło? Kto jak nie "Julka" wsypał Macha i Skrzeka? - zadają dziś pytanie zwolennicy teorii o zbrodniach Matheanki.
W historii pojawia się wątek romantyczny, który częściowo może wyjaśnić przebieg wydarzeń. Helenie w wyjściu na wolność pomaga gestapowiec Paul Breuche. Sekretarz kryminalny Referatu Czwartego zakochał się w pięknej katowiczance. Za jego namową Helena zgodziła się podobno podpisać wszelkie możliwe papiery, by tylko opuścić katownię. Pomógł jej spotkać się ze znajomym księdzem, wymyślił alibi dla zwolnienia. Rodzice mieli jedynie podpisać dokument, że był to występek młodej i nieodpowiedzialnej jeszcze dziewczyny. To wystarczyło dla opuszczenia więzienia. Tę wersję potwierdził katowicki ksiądz Franciszek Jerominek, któremu Breuche pomógł przy jeszcze jednej sprawie i który rozmawiał z Heleną dzięki pomocy gestapowca.
Die schoene Bubi
W tej historii pojawia się jeszcze jedna postać. Chodzi o tajemniczą kobietę, o której istnieniu zeznawali potem różni świadkowie. Podobno była to Niemka łudząco podobna do Heleny Matejanki. Tajemnicza blondynka była podobno w domu Ulczoka w momencie aresztowania Heleny, potem ktoś widział ją w Rybniku, a innym razem w niemieckim mundurze w mysłowickim więzieniu.
Katowiczanin dr Juliusz Szaflik działał wtedy w strukturach podziemia i tak wspomina tę sprawę: - Rozpoczęliśmy szukanie pięknej blondynki. W końcu stwierdzono, że w okolicach Rybnika Paruszowca mieszka pracująca na rzecz gestapo blondynka zwana "die schoene Bubi". W październiku zlikwidowano kobietę, na miejscu zostają dwie łuski z czerwoną obwódką. Gestapo nie podjęło śledztwa.
W sprawie zdrady przez lata polemizowali historycy i prawnicy, którzy zajmowali się sprawą Matejanki. Pułkownik Mieczysław Starczewski, historyk, nie ma wątpliwości, że "Julka" zdradziła: - Jej wina jest niepodważalna, Helena była agentką gestapo i potwierdzają to świadkowie i dokumenty, do których dotarłem. Matheanki broni Paweł Lisiewicz, który prowadził tę sprawę z ramienia Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich: - Taka młoda dziewczyna mogła mieć
dostęp do kilku osób. Nie jest możliwe, żeby zdradziła kilkadziesiąt czy kilkaset członków podziemnego państwa. W tej sprawie jest bardzo dużo znaków zapytania i wątpliwości.
Murem za Heleną stoi jej rodzina. - Niemcy wysiedlili nas na poddasze. Czy to możliwe, by robili tak z rodziną swojej agentki? - dziwi się młodszy brat Heleny Czesław Mathea.
Ks. prof. Jerzy Myszor, historyk z Uniwersytetu Śląskiego: - Nie wykluczałbym hipotezy, że czarna legenda Matheanki została dorobiona. Jej stryj, ksiądz kanonik Karol Mathea, miał bogatą przeszłość polityczną. Były przypadki, że komuniści próbowali zwerbować ludzi do współpracy poprzez preparowanie takich historii, a potem szantażowanie. Ale to tylko hipoteza, bo oskarżenia wobec Matheanki są poważne.
Strzały nie trafiają
Dla wielu ludzi w podziemiu Helena stała się zdrajczynią. Wkrótce po wspomnianych aresztowaniach Skrzeka i księdza Macha szef sztabu okręgu ZWZ kapitan Józef Słaboszewski nakazuje Matheę natychmiast zastrzelić. Sam przypadkowo spotyka ją na placu Andrzeja i próbuje wykonać wyrok. Strzela, ale w ciemnościach chybia, a dziewczyna w tym czasie ucieka. Matheanka dzięki pomocy stryja księdza opuszcza niebezpieczny dla niej Śląsk. Przez rok uczy się w szkole w Lipsku, potem na pewien czas wraca, pracuje w firmach w Rudach Raciborskich i Gliwicach. Jesienią 1943 roku wyjeżdża do Wiednia, gdzie jako wolny słuchacz uczy się medycyny. Mówi pułkownik Starczewski: - Te wyjazdy to argument za winą Matheanki. Warunki takie mogły mieć jedynie osoby, które szczególnie zasłużyły się dla władz okupacyjnych.
Jednak Czesław Mathea replikuje: - Nauka w Lipsku w prywatnej Bachschule języka angielskiego odbyła się na koszt jej ojca, który jako znany filatelista sprzedał część swojego zbioru. Ponadto w czasie wojny każdy, kto miał niemieckie papiery, a to prawie każdy na Śląsku, mógł poruszać się w obrębie Rzeszy Niemieckiej.
Tuż przed końcem wojny Helena wraca w rodzinne strony. Długo jednak miejsca nie zagrzewa. Ktoś ją rozpoznaje na dworcu, kolejowi strażnicy aresztują dziewczynę. Pomaga interwencja stryja Karola i Helena jest na wolności. To właśnie stryj decyduje, że bratanica powinna zniknąć z kraju. Tu grozi jej areszt, sąd i pewna śmierć. W listopadzie Matheanka przebrana za pielęgniarkę opuszcza Polskę transportem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Nigdy więcej już tu nie wróci.
Czarna legenda
Sześćdziesiąt lat po wojnie "sprawa Matheanki" nadal budzi wielkie emocje i kontrowersje. Dom jej krewnych w Katowicach Ligocie swego czasu ktoś wymalował swastykami i niemieckimi obraźliwymi napisami. Moi rozmówcy na hasło Matheanka podnoszą głos, niektórzy jakby szykowali się do plunięcia czy przeklinania.
Czarna legenda Heleny cały czas obrasta dodatkowymi historiami - ktoś zaklina się, że "Krwawa Julka" współpracowała z Niemcami jeszcze przed wojną, ktoś inny jest przekonany, że dziewczyna nie jest bratanicą księdza kanonika, ale jego ... córką! Niektórzy dają głowę, że pracowała dla Niemców jako szpieg w Hiszpanii i Portugalii. A przy tym są przekonani, że Helena jest winna śmierci nie kilku zarzucanych jej przez prokuratora osób, ale kilkuset członków Sił Zbrojnych Polski! Są i tacy, którzy widzieli, jak paradowała w niemieckim mundurze wśród
więźniów... W kilku gazetach określono ja mianem "diabła w ludzkiej skórze".
W katowickim domu brata Heleny panuje strach przed podnoszeniem tego tematu. Rodzina boi się, że ludzie mogą uprzykrzyć życie wnukom. Nie ma się co dziwić tym obawom, nie tak dawno ktoś wymalował na ich rodzinnym domu swastyki i obraźliwe hasła. Większość rozmówców odradzała mi pisanie na ten temat, jedni nie chcieli mieć problemów, inni byli źli, gdy słyszeli, że interesują mnie też pozytywne rzeczy z życia dziewczyny. Na Śląsku do Matheanki przylgnął przydomek "Krwawa Julka" i wiele osób nie wyobraża sobie, że o kimś takim można napisać cokolwiek dobrego. Ktoś zapyta, czemu Helena uciekła, skoro była niewinna?
Warto w tym miejscu przedstawić cytat z wypowiedzi prokuratora Juliusza Niekrasza, który zaraz po wojnie zajmował się sprawą Matheanki. Tak napisał w liście do pułkownika Starczewskiego: "Kur... tą będę musiał zająć się osobiście, tak jak w swoim czasie zająłem się Grolikiem, Kampertem i Ulczokiem [trio agentów gestapo sądzonych przez Niekrasza - przyp. red.]. Przepraszam za brzydkie słowo, ale Mathea nawet na takie nie zasłużyła, z każdego palca kapie jej krew polskich harcerzy". Przy takim nastawieniu chyba każdy bałby się zaryzykować bezstronny proces.
Czesław Mathea: - Między stryjem kanonikiem Karolem Mathea a prokuratorem Niekraszem istniała zdecydowana wrogość. To mógł być jeden z powodów, że Niekrasz tak uwziął się na moją siostrę!
Epilog z pytaniami
Historia Heleny Mathei urywa się na 1945 roku i jej wyjeździe do Austrii. W bogatych kilkutomowych aktach w Instytucie Pamięci Narodowej trudno o jakieś szczegóły z dalszego życia katowiczanki.
Nam udało się ustalić jej dalszą historię. Transportem Czerwonego Krzyża
dotarła do Wiednia w grudniu 1945 roku. Tu historia się urywa, a zaczynają domysły. Na Zachodzie dziewczyna najprawdopodobniej pracowała na potrzeby wywiadu brytyjskiego. Zajmowała się przerzucaniem ludzi ze Wschodu na tereny zajęte przez wojska alianckie. W Wiedniu spotkała polskiego żołnierza. Przystojny oficer to wojenny bohater, uczestnik kampanii wrześniowej, spadochroniarz, kawaler Krzyża Walecznych. Z polskimi wojskami bronił Tobruku, a potem walczył we Włoszech. Ślub wzięli w Austrii. Helena nie miała zbyt szczęśliwego życia. Musiała się opiekować córką oraz dodatkowo chorym mężem. Kapitan miał nowotwór i w styczniu 1964 roku w wieku ledwie 45 lat zmarł. To jednak działo się już w Londynie, gdzie rodzina przeniosła się z Wiednia. List gończy wydany przez polskie władze życia jej nie ułatwiał.
Jest wrzesień 2006 roku. Helena Mathea nadal żyje. Ma 84 lata (2006). Miewa zaniki pamięci, ale trzyma się całkiem nieźle. Mieszka w Londynie. Zastanawia się, czy zgodzić się na rozmowę ze mną. Z niecierpliwością czekałem, że dowiem się, co myśli o oskarżeniach, zarzutach i tamtych wojennych wydarzeniach. To przecież wielka okazja, by na koniec życia oczyścić z zarzutów nie tylko siebie, ale i rodzinę w Polsce, która czasami musi przeżywać niezasłużone przykrości. Po przeczytaniu rozmowy z Matejanką, ocena należy do Czytelników. Komu wierzyć w jej sprawie. Nie wiadomo.
Jeden ze świadków powiedział mi: "Nawet jeśli była winna, odpokutowała już za swoje grzechy. 60 lat na wygnaniu, w ukryciu, to przecież dostatecznie duża kara".
PS Na prośbę Heleny Mathei nie podaję jej obecnego nazwiska ani personaliów jej męża.
Boję się robienia z mojej sprawy sensacji, ale zdecydowałam się przerwać milczenie. Chcę skończyć tę sprawę, pomoc sobie i rodzinie, która cierpi na całym tym zamieszaniu - mówi Helena Matejanka. 85-letnia kobieta, która od 60 lat mieszka za granicą, zgodziła się na rozmowę z "Gazetą".
Poszukiwania Heleny Matejanki zajęły mi trzy lata. W końcu udało się ją odnaleźć i namówić na ponadgodzinną rozmowę telefoniczną. Głos miała pewny, ledwo wyczuwalny akcent i trudno było mi uwierzyć, że rozmawiam z kimś, kto od ponad pół wieku nie był w Polsce. Piękna polszczyzna, starannie budowane zdania, wyważony, spokojny głos. Na początku moja rozmówczyni była lekko spięta.
Piotr Płatek - Co się z Panią działo po wyjeździe z Polski ?
HELENA MATEJANKA - Dość długo byłam w Wiedniu i w Grazu. Tam poznałam swojego przyszłego męża, kapitana WP i wspaniałego żołnierza. W listopadzie 1945 dotarłam do Austrii i tam wstąpiłam do polskiego wojska. Byłam w stopniu podporucznika. Pomagałam przy przerzucaniu rodzin ze strefy rosyjskiej do angielskiej, ponadto opiekowałam się Polakami w Wiedniu, stworzyłam stołówkę
dla nich. Potem wraz z mężem wyjechałam do Londynu. Tam zrobiłam kurs stenotypistki, chodziłam na lekcje angielskiego. Pracowałam najpierw jako stenotypistka, a w końcu znalazłam zatrudnienie w znanej firmie produkującej żywność. Mam córkę, która mieszka we Francji, i wnuka. Teraz żyję w spokojnej londyńskiej dzielnicy. Brakuje mi kontaktu z moją polską rodziną.
Piotr Płatek - Ukrywa się Pani od 60 lat.
HELENA MATEJANKA - Wcale się nie ukrywam. Zaraz po wojnie przez blisko rok pracowałam w szpitalu w Bogucicach, następnie wyjechałam do Wiednia, gdzie również rok pracowałam pod moim panieńskim nazwiskiem. Teraz jestem zameldowana w Londynie pod nazwiskiem męża. O żadnym ukrywaniu nie ma mowy.
Piotr Płatek - Polska jednak zabiegała o Pani ekstradycję.
HELENA MATEJANKA - Gdy już mieszkałam w Londynie, otrzymałam wezwanie do miejscowego komisariatu policji. Były wtedy dwa przesłuchania, w jednym uczestniczyłam wspólnie z mężem, a w drugim już sama. Śledczy oficer wypytywał mnie wtedy o zdarzenia z okresu wojny, najwidoczniej to był efekt działań polskiego sądu. Wszystko opowiedziałam, na koniec dodałam, że albo mogą mi wierzyć, albo nie. Dobrze zapamiętałam zdanie angielskiego policjanta: "My pani wierzymy!".
Piotr Płatek - Do Polski jednak nie miała Pani odwagi przyjechać. Przecież wystarczyło poddać się sprawiedliwemu sądowi i być może ta gehenna by się dawno skończyła ?
HELENA MATEJANKA - Miałam kilka powodów, by nie wracać. Po pierwsze, proces wcale nie musiałby być sprawiedliwy, a wiadomo, kto w czasach komunizmu sterował sądami. Atakowano przecież mojego stryja, księdza kanonika z Katowic ! Właśnie przez spreparowane oskarżenia rzucane wobec mnie tuż po wojnie. Moją rodzinę obrzucano błotem. Nie chciałam im tego robić.
Piotr Płatek - Teraz jednak zdecydowała się Pani przerwać milczenie.
HELENA MATEJANKA - Na początku panu nie ufałam, bałam się, że trafię na dziennikarza, który goni za sensacją i pieniędzmi. Taki niesprawiedliwy artykuł zniszczyłby moje życie w Londynie i być może pozbawiłby mnie przyjaciół, których mam w Anglii. Po kilku latach nalegań postanowiłam jednak zaufać i przekazać swoją wiedzę w tej sprawie.
Piotr Płatek - Najważniejsze pytanie w Pani sprawie dotyczy chyba przełomu maja i czerwca 1941 roku. Wtedy gestapo Panią aresztowało, ale w przeciwieństwie do wielu innych członków ruchu oporu, Panią wypuszczono. Proszę opowiedzieć o tych trzech tygodniach. Co się działo?
HELENA MATEJANKA - Aresztowano mnie w mieszkaniu Pawła Ulczoka, którego wcześniej poznałam. Wyglądało to na sfingowaną sprawę, bo sam Ulczok i kobieta, która też tam przebywała, chwilę wcześniej jakby zapadli się pod ziemię. Przewieziono mnie do więzienia w Katowicach przy ulicy Mikołowskiej, stamtąd doprowadzano na przesłuchania. Byłam przerażona. Oni wszystko o nas wiedzieli. Znali nazwiska, adresy, kontakty.
Piotr Płatek - Dlaczego zatem Panią wypuścili ?
HELENA MATEJANKA - Nie jestem pewna. Na pewno wszystko to zawdzięczam komisarzowi kryminalnemu Paulowi Breuche. Był dla mnie dobry, pomagał, pozwolił skontaktować się z rodziną, a w końcu pomógł w zwolnieniu.
Piotr Płatek - Pani przeciwnicy powoływali się na fakt, że mogła Pani wyjechać na studia do Wiednia, czy do szkoły w Lipsku. Przecież Ślązacy w czasach wojny nie mogli sobie pozwolić na takie wojaże.
HELENA MATEJANKA - To też zawdzięczam między innymi Breuchemu. Breuche zachowywał się wobec mnie bardzo dobrze, sama nie wiem, czemu to zawdzięczać.
Piotr Płatek - Podobno się w Pani zakochał ...
HELENA MATEJANKA - Może tak było, nie wiem. Wiele na to wskazuje, ale ja mu się niczym nie odwdzięczałam. Niektórzy powtarzają, że byłam jego kochanką. Bzdury. Byłam niewinna, moim pierwszym narzeczonym był mój mąż Andrzej. A to było już po wojnie. Niemiec Breuche lubił mnie, ale spotkaliśmy się ledwie kilka razy. Wiele mu zawdzięczam, ponieważ zlikwidował moje akta.
Piotr Płatek - Zarzuty wobec Pani są bardzo poważne. W akcie oskarżenia mówi się o przyczynieniu się do śmierci kilku osób. Jak Pani odpowie na takie oskarżenia?
HELENA MATEJANKA - To wszystko nie ma sensu. Ja nie znałam większości tych ludzi, spotykałam niektórych może raz, innych chyba wcale na oczy nie widziałam. Miałam siedemnaście lat, byłam młodziutką kurierką, znałam w całej organizacji ledwie kilka osób, nie miałam żadnego dostępu do tych najważniejszych postaci. To jest nielogiczne, by mi to wszystko zarzucać.
Piotr Płatek - Znajduje Pani jakieś żelazne argumenty na swoją obronę ?
HELENA MATEJANKA - Profesor Alojzy Targ, mój nauczyciel z gimnazjum, a potem znany działacz ruchu podziemnego. Miałam kontakt z nim, przez pewien czas kontaktowałam się z jego ludźmi. Nikomu nic się nie stało, a wiem, że Targ był bardzo poszukiwany przez gestapo.
Piotr Płatek - Kto zatem wsypał wszystkich z Pani organizacji ?
HELENA MATEJANKA - Kiedy byłam przesłuchiwana w gmachu gestapo, w pewnym momencie otworzyły się drzwi i pojawił się Ulczok. W niemieckim mundurze. Byłam przestraszona i zdezorientowana, ale on chyba równie bardzo, bo szybko wybiegł. Breuche powiedział mi wtedy, że Ulczok dla nich pracuje. Wiele z tych aresztowań
musiało być jego robotą.
Piotr Płatek - Gdyby można było cofnąć czas, czy zmieniłaby Pani coś w swoim życiu ?
HELENA MATEJANKA - Na pewno. Nie zrezygnowałabym z konspiracji, ale zachowałabym się inaczej. Gdy wstępowałam do ruchu oporu, ani słowa nie zdradziłam na ten temat ojcu. Teraz wiem, że to był błąd. On był powstańcem śląskim i też wtedy działał w konspiracji. Teraz, gdyby można było cofnąć czas, na pewno wszystko robiłabym za jego radą.
Piotr Płatek - Nie chce Pani wrócić na starość do Polski ?
HELENA MATEJANKA - Jestem już 85-letnią kobietą, ostatnio nęka mnie choroba. Bardzo tęsknię, ale wątpię, by dane mi było jeszcze zobaczyć Katowice ...
Piotr Płatek - Czuje się Pani niewinna ?
HELENA MATEJANKA - Tak, zdecydowanie czuję się niewinna. Czuję - to złe słowo. Ja po prostu jestem niewinna.
Stoję przed jej domem ponad 85 lat później kiedy to się działo. Robię zdjęcia i rozmyślam jak tu przeżywała dzieciństwo, gdzie chodziła do szkoły, jakich miała znajomków i takie tam. Ligota to w większości fajna dzielnica ale to jakby nie miasto, a bardziej osiedle jakieś czy większa wieś w stylu angielskim czy niemieckim. Czym i jak jeździła do tego szacownego gimnazjum w centrum Katowic. Czym i jak jeździło się przed wojną i w czasie wojny z Ligoty do centrum Katowic.
Jak człowiek wciąga się w tą historię to zaczyna się jakaś fałszywa dziwna fascynacja i poczucie do winy, jakbym coś przeskrobał. Szukam, szperam, zapisuję, przetwarzam. Chciałbym zrobić niemożliwe bo definitywnie przemienione ale chciałbym to skądś wykopać, ujawnić. Wiemy tak mało z całego jej życia oraz ciągle nie wiemy dlaczego i po co jej to było ?
czytaj też --- https://silesia-silesia-silesia.blogspot.com/p/gestapo-kattowitz.html
.jpg)











































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz