GLIWICE 1956
11 grudnia 1956 roku ulicami Gliwic przeszedł niemy
pochód, w którym uczestniczyło prawie 5 tysięcy osób. Był to ogromny symbol
odwagi mieszkańców, dowód realnej solidarności z Węgrami. Gliwicki pochód jest
dziś uznawany za jeden z największych tego typu lokalnych gestów solidarności.
Na czele tego „niemego pochodu” szli nie przypadkowi
ludzie, ale elita miasta: profesorowie i wykładowcy Politechnika Śląska m.in.: Stanisław
Ochęduszko, Stanisław Fryze, Marian Konopacki …
W pochodzie dominowali studenci i młodzież szkolna. Wiele osób miało przypięte kokardy w barwach (biało-czerwono-zielone) często przewiązane czarną wstążką (żałoba). To był symbol: solidarność + żałoba po ofiarach w Budapeszcie. Używano także symbolu węgierskiej flagi z wyciętym pośrodku godłem komunistycznym. To był czytelny znak sprzeciwu wobec ZSRR i systemu.
Uczestnicy wyruszyli z rejonu Politechniki Śląskiej (środowisko
studenckie odegrało dużą rolę) - przeszli głównymi ulicami miasta kierowali się
w stronę centrum, w okolice dzisiejszego rynku. Była to świadoma forma —
przejście przez reprezentacyjne części miasta, aby zamanifestować postawę bez
prowokowania bezpośredniej interwencji władz.
Marsz określano jako „niemy pochód”, bo odbywał się w ciszy
- bez haseł i okrzyków. To nie był protest w stylu demonstracji ulicznej - to
była manifestacja godności i odwagi w warunkach strachu. W realiach PRL jawne protesty
były ryzykowne. Dlatego nie skandowano haseł, nie niesiono oficjalnych
transparentów (lub były bardzo ograniczone) dominowała cisza i skupienie. Ta
cisza była sama w sobie mocnym symbolem sprzeciwu i solidarności.
Władze komunistyczne obserwowały wydarzenie i unikały
natychmiastowej brutalnej interwencji (bo sytuacja w kraju po Październiku ’56
była napięta). Uczestnicy mogli być później identyfikowani. Zapłacili za to po
czasie, indywidualnie i po cichu. Nie było oficjalnych kar, skutki pojawiały
się później (np. blokada awansu).
Grudzień 1956 to czas po tzw. „odwilży październikowej”.
Władze bały się wywołać nowy bunt - wiedziały, że społeczeństwo jest rozgrzane
wydarzeniami jak Powstanie Węgierskie [23 października - 11 listopada 1956 – około
2 700 zabitych Węgrów i około 700 zabitych żołnierzy radzieckich] czy czerwcowe
rozruchy poznańskie 1956 w których zabito 57 Polaków.
Jeśli złożyć „Pochód Gliwicki 1956” w jedną scenę to
mamy:
- zimowy dzień
- kilka tysięcy ludzi
- cisza
- młodzież z kokardami w barwach Polski i Węgier
- profesorowie idący na czele
- jeden napis: „Dość rozlewu krwi…”
To właśnie tę scenę upamiętnia dzisiejsza tablica w
Gliwicach.
Widnieją na niej m.in. sylwetki uczestników marszu
niosących charakterystyczną dla powstania z 1956 roku flagę Węgier z wyciętym
kołem pośrodku. W ten sposób Węgrzy manifestowali sprzeciw wobec władzy
komunistycznej. Wycięty element flagi to godło umieszczone w tym miejscu w 1949
roku przez komunistów. Przedstawiało młot skrzyżowany z kłosami zboża nad
którymi umieszczono czerwoną gwiazdę.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz