Autor trzytomowej monografii o Armii Krajowej na Górnym Śląsku - syn Konstantego Kempy (1936–2017), który był śląskim publicystą, działaczem narodowym i regionalnym, związanym z tematyką tożsamości śląskiej oraz sprawami narodowymi. Wojciech Kempa kontynuuje w pewnym sensie zainteresowania historyczno-narodowe obecne w działalności ojca, choć działa jako samodzielny autor i publicysta. Dziadek Konstanty (działacz podziemia, Powstaniec Śląski --- ), ojciec Konstanty (publicysta), syn (historyk i pisarz). Historia lubi rodzinne kontynuacje.
Wojciechem Kempą o Armii Krajowej na Górnym Śląsku. Wojciech Kempa jest autorem trzytomowej monografii o Armii Krajowej – Okręg Śląski. – Jego opracowanie bez wątpienia jest fundamentalnym krokiem w kierunku ukazania prawdy na temat AK na Śląsku, tym bardziej, że temat konspiracji wojskowej na Górnym Śląsku był przez wiele lat na marginesie dyskursu publicznego, przez co narosło wokół niego wiele mitów, a nawet kłamstw.
**
Wojciech Kempa – historyk, pisarz, dziennikarz, urodził się 29 marca 1966 r. w Siemianowicach Śląskich i tam mieszka. Jest absolwentem historii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po studiach początkowo pracował w charakterze dziennikarza, po czym zajął się własnym biznesem. W 2000 roku powrócił do pracy dziennikarskiej, zatrudniając się w redakcji tygodnika „Goniec Górnośląski”. Przez trzynaście lat pracował w Urzędzie Miasta Siemianowice Śląskie, gdzie w latach 2012-2015 pełnił funkcję kierownika Referatu Promocji, będąc równocześnie redaktorem naczelnym gazety samorządowej „Nowe Siemianowice” oraz portalu, który początkowo nosił nazwę „Reporterskim Okiem”, a następnie „Puls Miasta”. Obecnie jest stałym współpracownikiem miesięcznika „Kurier Wnet” oraz zastępcą redaktora naczelnego portalu „Śląsk i Polska”. Kempa jest autorem szeregu publikacji historycznych w większości dotyczących Powstań Śląskich oraz Armii Krajowej. Wśród nich są pozycje książkowe: „Na przedpolu Warszawy” (2007), „Śląscy Czwartacy” (2010), „Śladami bolesnej przeszłości. Śląskie tropy w KL Auschwitz” (2011, jako współautor), pierwsze trzy tomy opracowania „Okręg Śląski Armii Krajowej” (2016). Jest także współautorem cyklu filmów biograficznych „Siemianowiccy Dowódcy”, który składa się z czterech 30-minutowych filmów: „Podpułkownik Tadeusz Majcherczyk – Zdan”, „Pułkownik Jan Emil Stanek” , „Porucznik Walenty Fojkis”, „Podporucznik Karol Gajdzik”. Redaktor portalu i czasopisma „Magna Polonia”.
***
Wywiad AK na Śląsku - początki. Na Śląsku mieszkało 96 tys. Niemców, a po wybuchu wojny napływali z Rzeszy kolejni
Polityka
opublikowano: 9 grudnia 2012
opublikowano: 9 grudnia 2012
CYTAT – celem poszerzenia dostępu do pięknej i wartościowej opowieści …
W zbieranie informacji wywiadowczych zaangażowani byli prawie wszyscy członkowie Organizacji Orzeł Biały. Nie było specjalizacji. Podobnie wyglądało to w Siłach Zbrojnych Polski – śląskim odpowiedniku Związku Walki Zbrojnej (ZWZ). Za działania wywiadowcze odpowiedzialni byli dowódcy wszystkich szczebli. Komenda Główna (KG) ZWZ oczekiwała coraz bardziej szczegółowych i precyzyjnych meldunków ze Śląska. Postanowiono więc powołać odpowiedni, wyspecjalizowany pion wywiadowczy. Komendant Korol mianował szefem wywiadu 27-letniego ppor. rez. Karola Kornasa, ps. „Wierch”. Karol Kornas urodził się w Piotrowicach 16 października 1913r. Ukończył gimnazjum w Katowicach przy ul. Jagiellońskiej. Po maturze, przed wojną, wszyscy chłopcy trafiali do podchorążówek i zostawali porucznikami rezerwy. Nowy szef sprawnie organizował siatkę II Oddziału SZP.
Leon Konski „Wiarus” i Teofil Glagla byli jednymi z pierwszych współpracowników tworzącego się profesjonalnego wywiadu. Siebeneicher dostarczał szczegółowych informacji o transportach wojskowych, przejeżdżających przez Katowice. Kurpanik przekazywał dane z garnizonów niemieckich w Gliwicach i Kluczborku. Na początku lipca 1940r. „Wierch” pozyskał do współpracy Pawła Hellera, który pracował w dowództwie niemieckiego wywiadu w Katowicach. Zgodził się on dostarczać informacje za pieniądze. W ciągu niespełna 2 tygodni, w polskie ręce trafiło 7 planów, dotyczących umocnień na terenie Górnego Śląska, sieci dalekopisów, a nawet tajnych tras lotniczych. Heller otrzymał za to 50$ i 2000 marek. Plany były oryginalne, gdyż wysyłany w pracy do powielarni, robił jedną odbitkę więcej - dla polskiego podziemia. Dzięki Hellerowi udało się też kupić dla Kornasa samochód osobowy. Koczy, zatrudniony w drukarni prezydium policji niemieckiej w Katowicach, dostarczał biuletyny placówki kryminalnej w Katowicach oraz katowickiego i sosnowieckiego Gestapo.
Pod koniec lipca 1940 r. Kornas spotkał się w Krakowie z szefem wywiadu obszaru, mjr Janem Cichockim „Jasiem”. KG ZWZ oczekiwała rozszerzenia wywiadu na obszar Rzeszy. Chodziło nie tylko o miejsca dyslokacji wojsk, ale nawet o informacje o produkcji gazów bojowych i ewentualne zdobycie ich próbek.
Dostarczano informacje również o nastrojach w wojsku niemieckim, produkcji węgla i stali, planach rozbudowy przemysłu wojennego. Podawano parametry produkowanych blach.
W hucie „Pokój” pracuje 5000 osób i wytwarza się blachy pancerne do samochodów i łodzi podwodnych, a w Hucie Królewskiej (załoga 4000 osób) - części do ślizgowców, blachy pancerne, koła do armat, podwozia czołgów. Z kolei huta „Batory” produkuje śruby okrętowe o długości 3 metrów i może toczyć lufy o średnicy do 800 mm, a huta „Baildon” – ciężkie pociski artyleryjskie. Oddział II KG ZWZ meldunki wywiadowcze przekazywał do Londynu, które przekazywane były nie tylko wywiadowi angielskiemu, ale wykorzystywane były przez polski rząd emigracyjny do analizy działalności władz okupacyjnych w Polsce – czytamy w książce Oswalda Guziura, Mieczysława Starczewskiego „Lido i Stragan – Ślązacy w wywiadzie AK” s. 17.
Karolowi Kornasowi udało się założyć komórkę legalizacyjną. Był to oddział bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać, że na Śląsku mieszkało 96 tys. Niemców, a po wybuchu wojny napływali z Rzeszy nie tylko robotnicy do przemysłu, ale też urzędnicy. Wielu Ślązaków podpisało Volkslisty. Niektórzy z pobudek materialnych, inni po prostu ze względu na swoje bezpieczeństwo. Należało więc być bardzo ostrożnym przy nawiązywaniu kontaktów i rekrutacji kandydatów do wywiadu. W oddziale bezpieczeństwa pracowali Bruno Anioł i Franciszek Falkus. To oni zajmowali się podrabianiem pieczęci wielu instytucji, a nawet policji i wojska. Aniołowi udało się nawet dostarczyć legitymacje Arbeitsfront (Frontu Pracy). Dzięki takim dokumentom można się było w miarę swobodnie poruszać po terenie całej Rzeszy. Masowy pobór Ślązaków do Wehrmachtu groził rozbiciem organizacji konspiracyjnej. Ludwik Walczak – pisarz w sztabie poborowym okręgowej komisji wojskowej, dostarczył pierwsze książeczki już w lipcu 1940r. (oprac. tamże)
Himmler tajnym reskryptem z 12 września 1940r., zaliczył wszystkich Ślązaków do osób pochodzenia niemieckiego (pełne brzmienie podaje Zygmunt Izdebski w swojej pracy „Niemiecka lista narodowa na Górnym Śląsku, Katowice – Wrocław 1946r.”, przypis 1 s.136).
Sprawność działania sieci wywiadowczej uzależniona była od możliwości bezpiecznego przekraczania granicy policyjnej miedzy Śląskiem a Zagłębiem Dąbrowskim, np. w Sosnowcu w sklepie H. Kosowskiego znajdował się punkt kontaktowy i skrytka, z którego korzystał „Wierch” i M. Jarzynka „Błysk”. Ten ostatni zbierał informacje z Zagłębia Dąbrowskiego oraz utrzymywał kontakt z pozyskanymi dla wywiadu : Janem Mrózkiem, Mieczysławem Badurą, Anna Janotą, Józefem Kanią, Janem Margiciokiem, Gretą i Erwinem Goldem, Zenonem Jagielskim i innymi. „Wierchowi nie udało się uzyskać specjalnych zezwoleń upoważniających do przekraczania granicy policyjnej. W tej sytuacji polecił Rudolfowi Mazurowi uzyskać legitymacje kolejarskie, umożliwiające przekraczanie granicy. Wkrótce Mazur przekazał 15 oryginalnych formularzy - czytamy w cytowanej już książce O. Guziura i M Starczewskiego s. 18.
Niestety, zaniedbano pracę kontrwywiadowczą. Próbowano tworzyć organizację masową. Liczono na ofensywę francuską, która rozpocznie się lada dzień. Mówiono, że „im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej”, że „ciocia Bandziuchowa zaprasza już latem na pierogi do Lwowa”. Klęska Francji wiosną 1940r. była wielkim szokiem. ZWZ zmuszona była zająć się głównie propagandą, by Polacy uwierzyli, że wojna jeszcze nie przegrana, że Niemców da się pokonać. Tymczasem dla Polski była ona przegrana w momencie, gdy żołnierz francuski we wrześniu 1939r. pozostał w okopach za linią Maginota. Jednak w tym czasie nie można było jeszcze przewidzieć zdrady jałtańskiej. Wielka Brytania dalej stawiała czoło Niemcom.
Tymczasem tworząca się polska konspiracja nie zdawała sobie jeszcze sprawy z wytężonej pracy Gestapo. Nie powołano komórki kontrwywiadowczej. Brakło przedwojennych oficerów wywiadu i kontrwywiadu.
W listopadzie 1940 r. szef Oddziału I Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ - Ksawery Lazar- poznał ładną kobietę, chorzowiankę Martę Rybiankę. Chcąc jej zaimponować, przedstawił się jej jako żołnierz konspiracji. Tymczasem Rybianka okazała się agentką Gestapo. Lazar umówił się z nią 20 listopada przed katowicką kawiarnią „Astoria”, na rogu Mariackiej i Mielęckiego. Tam czekało na niego Gestapo. Zdołał on jeszcze postrzelić jednego z gestapowców, ale w chwilę potem był już obezwładniony. Towarzyszący wówczas Lazarowi Jan Rerich ps. „Ryś”, oficer broni Okręgu, nie chcąc wpaść w ręce Gestapo, podjął próbę popełnienia samobójstwa, uderzając z całej siły głową w kant obudowy samochodu (kilka dni później został zastrzelony przy próbie ucieczki) - Wjciech Kempa - napisal w artykułe "Oddał życie za Polskę".
**
W zbieranie informacji wywiadowczych zaangażowani byli prawie wszyscy członkowie Organizacji Orzeł Biały. Nie było specjalizacji. Podobnie wyglądało to w Siłach Zbrojnych Polski – śląskim odpowiedniku Związku Walki Zbrojnej (ZWZ). Za działania wywiadowcze odpowiedzialni byli dowódcy wszystkich szczebli. Komenda Główna (KG) ZWZ oczekiwała coraz bardziej szczegółowych i precyzyjnych meldunków ze Śląska. Postanowiono więc powołać odpowiedni, wyspecjalizowany pion wywiadowczy. Komendant Korol mianował szefem wywiadu 27-letniego ppor. rez. Karola Kornasa, ps. „Wierch”. Karol Kornas urodził się w Piotrowicach 16 października 1913r. Ukończył gimnazjum w Katowicach przy ul. Jagiellońskiej. Po maturze, przed wojną, wszyscy chłopcy trafiali do podchorążówek i zostawali porucznikami rezerwy. Nowy szef sprawnie organizował siatkę II Oddziału SZP.
Leon Konski „Wiarus” i Teofil Glagla byli jednymi z pierwszych współpracowników tworzącego się profesjonalnego wywiadu. Siebeneicher dostarczał szczegółowych informacji o transportach wojskowych, przejeżdżających przez Katowice. Kurpanik przekazywał dane z garnizonów niemieckich w Gliwicach i Kluczborku. Na początku lipca 1940r. „Wierch” pozyskał do współpracy Pawła Hellera, który pracował w dowództwie niemieckiego wywiadu w Katowicach. Zgodził się on dostarczać informacje za pieniądze. W ciągu niespełna 2 tygodni, w polskie ręce trafiło 7 planów, dotyczących umocnień na terenie Górnego Śląska, sieci dalekopisów, a nawet tajnych tras lotniczych. Heller otrzymał za to 50$ i 2000 marek. Plany były oryginalne, gdyż wysyłany w pracy do powielarni, robił jedną odbitkę więcej - dla polskiego podziemia. Dzięki Hellerowi udało się też kupić dla Kornasa samochód osobowy. Koczy, zatrudniony w drukarni prezydium policji niemieckiej w Katowicach, dostarczał biuletyny placówki kryminalnej w Katowicach oraz katowickiego i sosnowieckiego Gestapo.
Pod koniec lipca 1940 r. Kornas spotkał się w Krakowie z szefem wywiadu obszaru, mjr Janem Cichockim „Jasiem”. KG ZWZ oczekiwała rozszerzenia wywiadu na obszar Rzeszy. Chodziło nie tylko o miejsca dyslokacji wojsk, ale nawet o informacje o produkcji gazów bojowych i ewentualne zdobycie ich próbek.
Dostarczano informacje również o nastrojach w wojsku niemieckim, produkcji węgla i stali, planach rozbudowy przemysłu wojennego. Podawano parametry produkowanych blach.
W hucie „Pokój” pracuje 5000 osób i wytwarza się blachy pancerne do samochodów i łodzi podwodnych, a w Hucie Królewskiej (załoga 4000 osób) - części do ślizgowców, blachy pancerne, koła do armat, podwozia czołgów. Z kolei huta „Batory” produkuje śruby okrętowe o długości 3 metrów i może toczyć lufy o średnicy do 800 mm, a huta „Baildon” – ciężkie pociski artyleryjskie. Oddział II KG ZWZ meldunki wywiadowcze przekazywał do Londynu, które przekazywane były nie tylko wywiadowi angielskiemu, ale wykorzystywane były przez polski rząd emigracyjny do analizy działalności władz okupacyjnych w Polsce – czytamy w książce Oswalda Guziura, Mieczysława Starczewskiego „Lido i Stragan – Ślązacy w wywiadzie AK” s. 17.
Karolowi Kornasowi udało się założyć komórkę legalizacyjną. Był to oddział bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać, że na Śląsku mieszkało 96 tys. Niemców, a po wybuchu wojny napływali z Rzeszy nie tylko robotnicy do przemysłu, ale też urzędnicy. Wielu Ślązaków podpisało Volkslisty. Niektórzy z pobudek materialnych, inni po prostu ze względu na swoje bezpieczeństwo. Należało więc być bardzo ostrożnym przy nawiązywaniu kontaktów i rekrutacji kandydatów do wywiadu. W oddziale bezpieczeństwa pracowali Bruno Anioł i Franciszek Falkus. To oni zajmowali się podrabianiem pieczęci wielu instytucji, a nawet policji i wojska. Aniołowi udało się nawet dostarczyć legitymacje Arbeitsfront (Frontu Pracy). Dzięki takim dokumentom można się było w miarę swobodnie poruszać po terenie całej Rzeszy. Masowy pobór Ślązaków do Wehrmachtu groził rozbiciem organizacji konspiracyjnej. Ludwik Walczak – pisarz w sztabie poborowym okręgowej komisji wojskowej, dostarczył pierwsze książeczki już w lipcu 1940r. (oprac. tamże)
Himmler tajnym reskryptem z 12 września 1940r., zaliczył wszystkich Ślązaków do osób pochodzenia niemieckiego (pełne brzmienie podaje Zygmunt Izdebski w swojej pracy „Niemiecka lista narodowa na Górnym Śląsku, Katowice – Wrocław 1946r.”, przypis 1 s.136).
Sprawność działania sieci wywiadowczej uzależniona była od możliwości bezpiecznego przekraczania granicy policyjnej miedzy Śląskiem a Zagłębiem Dąbrowskim, np. w Sosnowcu w sklepie H. Kosowskiego znajdował się punkt kontaktowy i skrytka, z którego korzystał „Wierch” i M. Jarzynka „Błysk”. Ten ostatni zbierał informacje z Zagłębia Dąbrowskiego oraz utrzymywał kontakt z pozyskanymi dla wywiadu : Janem Mrózkiem, Mieczysławem Badurą, Anna Janotą, Józefem Kanią, Janem Margiciokiem, Gretą i Erwinem Goldem, Zenonem Jagielskim i innymi. „Wierchowi nie udało się uzyskać specjalnych zezwoleń upoważniających do przekraczania granicy policyjnej. W tej sytuacji polecił Rudolfowi Mazurowi uzyskać legitymacje kolejarskie, umożliwiające przekraczanie granicy. Wkrótce Mazur przekazał 15 oryginalnych formularzy - czytamy w cytowanej już książce O. Guziura i M Starczewskiego s. 18.
Niestety, zaniedbano pracę kontrwywiadowczą. Próbowano tworzyć organizację masową. Liczono na ofensywę francuską, która rozpocznie się lada dzień. Mówiono, że „im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej”, że „ciocia Bandziuchowa zaprasza już latem na pierogi do Lwowa”. Klęska Francji wiosną 1940r. była wielkim szokiem. ZWZ zmuszona była zająć się głównie propagandą, by Polacy uwierzyli, że wojna jeszcze nie przegrana, że Niemców da się pokonać. Tymczasem dla Polski była ona przegrana w momencie, gdy żołnierz francuski we wrześniu 1939r. pozostał w okopach za linią Maginota. Jednak w tym czasie nie można było jeszcze przewidzieć zdrady jałtańskiej. Wielka Brytania dalej stawiała czoło Niemcom.
Tymczasem tworząca się polska konspiracja nie zdawała sobie jeszcze sprawy z wytężonej pracy Gestapo. Nie powołano komórki kontrwywiadowczej. Brakło przedwojennych oficerów wywiadu i kontrwywiadu.
W listopadzie 1940 r. szef Oddziału I Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ - Ksawery Lazar- poznał ładną kobietę, chorzowiankę Martę Rybiankę. Chcąc jej zaimponować, przedstawił się jej jako żołnierz konspiracji. Tymczasem Rybianka okazała się agentką Gestapo. Lazar umówił się z nią 20 listopada przed katowicką kawiarnią „Astoria”, na rogu Mariackiej i Mielęckiego. Tam czekało na niego Gestapo. Zdołał on jeszcze postrzelić jednego z gestapowców, ale w chwilę potem był już obezwładniony. Towarzyszący wówczas Lazarowi Jan Rerich ps. „Ryś”, oficer broni Okręgu, nie chcąc wpaść w ręce Gestapo, podjął próbę popełnienia samobójstwa, uderzając z całej siły głową w kant obudowy samochodu (kilka dni później został zastrzelony przy próbie ucieczki) - Wjciech Kempa - napisal w artykułe "Oddał życie za Polskę".
Kontaktu ze strukturami konspiracyjnymi szukała Helena Mathea (Mateja). Piękna młoda dziewczyna, bardzo inteligentna i rzutka. Według relacji Jurka Janoty, cytowanej przez Wojciecha Kempę „do konspiracji wciągnął Matejankę właśnie Bronisław Anioł. Była dyspozycyjna i aktywna i wkrótce została łączniczką.” Dość szybko dotarła nawet do Kornasa.
18 listopada 1940r. Gestapo rozpoczęło aresztowania od ppor. K Kornasa. Zawsze tak było, że rozpracowanie trwało tak długo, zanim namierzono szefa struktury. Już wtedy były przesłanki, że Matejanka pracuje dla Niemców. Niektórzy jednak twierdzą, że dopiero po krótkotrwałym aresztowaniu w listopadzie 1940r. zgodziła się na współpracę. Trudno to dziś rozstrzygnąć.
Warto przytoczyć opublikowane przez Wojciecha Kempę oświadczenie Heleny Wiechuły:
Oświadczam, że Helena Mateja zwana u nas Halą często przychodziła do naszego domu w czasie od grudnia 1939 r. do chwili aresztowania brata Władysława w dniu 18 XII 1940 r. Od czasu do czasu przychodziła również po aresztowaniu rodziny w czerwcu 1943 r. pytając się czy mamy środki do życia pozostałych nieletnich dzieci aresztowanych sióstr. Napisała mi nawet prośbę do siostry Hitlera o zwolnienie rodziców z obozów koncentracyjnych. Byłam bardzo ostrożna w rozmowie z nią, ponieważ osobiście od obu braci dowiedziałam się po powrocie z robót przymusowych z początkiem 1942 r., że „Hala” jest na usługach Gestapo.
Brat Władysław, więziony w Raciborzu, w czasie oficjalnego widzenia oświadczył mi przy strażniku, żebym wystrzegała się fałszywej koleżanki Hali. Pytając się o moje koleżanki, powiedział dosłownie „Koleżankę Halę wyrzuć z domu bo ona jest fałszywa” trącił mnie przy tym nogą.
Brat Bolesław, ukrywający się od 18 XII 1940 r. przed Gestapo, informował to wyraźnie. Powiedział mi w tym samym okresie, że czytał gryps Józefa Skrzeka aresztowanego inspektora katowickiego ZWZ, który napisał „Jula pracuje dla Gestapo”. Bolek dodał - „Hala będzie pierwsza, której wpakuję kulę w łeb”.
Matejanka była bliską współpracownicą moich braci w pracy konspiracyjnej. Jedynie ojciec ostrzegał braci, że taka dziewczyna nadaje się na randki, a nie do pracy w podziemiu. Na to bracia odpowiedzieli - ona oddaje nam duże usługi bo umie zawsze wszystko załatwić - szczególnie z mężczyznami - http://www.historycy.org/index.php?showtopic=72994&pid=811211&mode=threaded&show=&st=0&#entry811211.
18 listopada aresztowany został zastępca komendanta Inspektoratu Katowice - Jan Skolik ps. „Brzeziński”, a następnego dnia – Michał i Benedykt Rymerowie, w mieszkaniu których znajdowała się skrzynka kontaktowa Komendy Okręgu. W grudniu aresztowano następcę Korola - komendanta Okręgu Śląskiego - Józefa Szmechtę ps. „Hutnik”. Wojciech Kempa publikuje gryps Szmechty z 22 grudnia 1940r., z więzienia w Zabrzu:
Swego czasu dostałem wezwanie do prokuratura na plac Wolności (ja myślałem, że to w sprawie Galgona), był to podstęp i tam mnie aresztowano, a na drugi dzień dużo innych, których Lazar podał.
18 grudnia 1940 r. Niemcy aresztowali 456 osób. Trzy osoby zastrzelono podczas zatrzymania. Tak zginął komendant Inspektoratu Katowice Jan Klauza ps. „Saper”.
Zemściło się zaniedbanie stworzenia silnej struktury kontrwywiadowczej. Przedwojenni policjanci i oficerowie wywiadu zostali uwięzieni w Ostaszkowie i zamordowani przez NKWD w Twerze. Tuż przed wybuchem wojny, wiosną 1939r. zmarło na „galopujące choroby”, kilku członków grupy „Wawelberga”.
Metoda podsuwania kobiet do rozpracowywania i dezintegracji środowisk jest bardzo stara i powszechnie znana.
Niektórzy, nawet mimo wielu ostrzeżeń nie chcą uwierzyć, iż podstawiona sprytna, ładna kobieta, jest w stanie dokonać olbrzymich spustoszeń w penetrowanym środowisku. Takie przypadki zdarzały się później przy rozpracowywaniu środowisk antykomunistycznych nawet w latach 80-tych.
W AK istniała potem dokładna instrukcja, czym należy się kierować, podejmując pracę z kobietami. Sprawdzano dokładnie całą rodzinę i morale kandydatki na żołnierza AK. Przed wojną oficer musiał mieć zgodę przełożonego na ślub. Jeśli jej nie uzyskał, a chciał się żenić -musiał odejść do cywila. Szczególnie sprawdzane były narzeczone oficerów II Oddziału, które przechodziły szkolenie kontrwywiadowcze.
Tekst ukazał się w „Gazecie Śląskiej” 30 listopada 2012r.
... kliknij w foto aby powiększyć ...
https://wpolityce.pl/polityka/146222-wywiad-ak-na-slasku-poczatki-na-slasku-mieszkalo-96-tys-niemcow-a-po-wybuchu-wojny-naplywali-z-rzeszy-kolejni
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gazeta_%C5%9Al%C4%85ska
Wojciech Kempa – pisał …
(fragmenty niezwykle ciekawej wiedzy)
W zbiorach Adeli Korczyńskiej natrafiłem na odręczną notatkę, że Wera przyniosła od Korfantówny (Siemianowice) wiadomość o aresztowaniu Skrzeka oraz gryps, gdzie było napisane „Jula pracuje dla Gestapo”, potem że Skrzek ma być powieszony i na razie nie przyjeżdżać więcej do tej skrzynki w Siemianowicach. Niestety, nie wiem, co to za Wera (będę próbował to ustalić) i o jaką to skrzynkę w Siemianowicach chodzi...
Następnie mamy notatkę z rozmowy z Ludwikiem Walczakiem. Otóż Ludwik Walczak, który to został aresztowany (nie ma informacji kiedy został aresztowany), przed aresztowaniem osobiście nie znał Matejanki. Na przełomie wiosny i lata 1941 roku był on przesłuchiwany w więziennej izbie chorych przez gestapowca nazwiskiem Marol, któremu towarzyszyła piękna blondynka. Zeznania składał po niemiecku, a gdy brakowało mu słowa po niemiecku, to wtrącała się blondynka, która tłumaczyła z polskiego na niemiecki. Później okazało się, że tą blondynką była Matejanka, której nie znał z pracy konspiracyjnej, bowiem jego łączniczką była Genia.
Z kolejnej notatki dowiadujemy się, że owa Genia to Wanda Kurkówna z Tarnowskich Gór, nauczycielka z Piotr.
Ale najciekawszym źródłem, na jakie natrafiłem, gdy chodzi o interesujący nas tu temat, jest relacja Jurka Janoty ps. „Jan” z Ligoty, który był kurierem Delegatury i jeździł z pocztą konspiracyjną do Warszawy. Otóż Jurek Janota zawiózł do Warszawy, do Alojzego Targa, gryps od Bronisława Anioła, który zaczynał się od słów „Uważajcie na Helę Matejankę”. Dalej Bronisław Anioł miał opisywać w tym grypsie, że Matejanka była na jego przesłuchaniu i gdy on wypierał się, ona uderzyła go w twarz.
O Aniołach już pisałem w niniejszym wątku. To w ich domu w Ligocie - Zadolu drukowany był „Świt”. Drukarnia została zlikwidowana w trakcie „masówki” w dniu 18 grudnia 1940 roku. Bronisław Anioł, który został wówczas aresztowany, został następnie skazany na karę śmieci przez ścięcie.
Ale wróćmy do relacji Jurka Janoty. Otóż do konspiracji wciągnął Matejankę właśnie Bronisław Anioł. Była dyspozycyjna i aktywna i wkrótce została łączniczką. Były dwie próby zlikwidowania Matejanki. Pierwsza miała miejsce, jak wychodziła z Feminy (ul. Mickiewicza), gdzie czekano na nią. Ta jednak zorientowała się i cofnęła do lokalu, skąd zadzwoniła po Gestapo. Meldunek z tego zdarzenia sporządził Kostek Kempa (mój dziadek i przekazał go Małgosi, siostrze Jurka Janoty, która współpracowała z Kempą. Kolejna próba zlikwidowania Matejanki miała miejsce koło Astorii, ale i ona się nie powiodła. O tym, że Matejanka jest w Wiedniu wygadała się Mathejowa w rozmowie z matką Jurka Janoty. Miała przy tym powiedzieć, że jej córka ma w Wiedniu świetną posadę.
Z kolei mamy notatkę na temat Bibci Szemroszczyk. Otóż Bibcia Szemroszczyk namierzyła Matejankę w Wiedniu. Dowiedziała się od Matejanki, z którą rozmawiała w Wiedniu, że ta uczy się hiszpańskiego i włoskiego i że zna już pięć języków oraz że ma dobrą posadę.
Teraz przytoczę oświadczenie Heleny Wiechuły:
„Oświadczam, że Helena Mateja zwana u nas Halą często przychodziła do naszego domu w czasie od grudnia 1939 r. do chwili aresztowania brata Władysława w dniu 18 XII 1940 r. Od czasu do czasu przychodziła również po aresztowaniu rodziny w czerwcu 1943 r. pytając się czy mamy środki do życia pozostałych nieletnich dzieci aresztowanych sióstr. Napisała mi nawet prośbę do siostry Hitlera o zwolnienie rodziców z obozów koncentracyjnych. Byłam bardzo ostrożna w rozmowie z nią, ponieważ osobiście od obu braci dowiedziałam się po powrocie z robót przymusowych z początkiem 1942 r., że „Hala” jest na usługach Gestapo.
Brat Władysław więziony w Raciborzu w czasie oficjalnego widzenia oświadczył mi przy strażniku żebym wystrzegała się fałszywej koleżanki Hali. Pytając się o moje koleżanki powiedział dosłownie „Koleżankę Halę wyrzuć z domu bo ona jest fałszywa” trącił mnie przy tym nogą. Brat Bolesław ukrywający się od 18 XII 1940 r. przed Gestapo informował to wyraźnie. Powiedział mi w tym samym okresie, że czytał gryps Józefa Skrzeka aresztowanego inspektora katowickiego ZWZ, który napisał „Jula pracuje dla Gestapo”. Bolek dodał „Hala będzie pierwsza, której wpakuję kulę w łeb”.
Matejanka była bliską współpracownicą moich braci w pracy konspiracyjnej. Jedynie ojciec ostrzegał braci, że taka dziewczyna nadaje się na randki a nie do pracy w podziemiu. Na to bracia odpowiedzieli ona oddaje nam duże usługi bo umie zawsze wszystko załatwić szczególnie z mężczyznami.”
Jest też odręczna notatka, z której dowiadujemy się, że Matejanka często bywała u Wiechułów, przy czym ojciec podchodził do niej nieufnie, określając ją: „taka fi-fi-fi”, ale młodzi byli nią zachwyceni.
I jeszcze taka informacja – Józef Słaboszowski, składając zeznania w sprawie przeciwko Ulczokowi, Kapertowi i Grolikowi, zeznał, iż w styczniu 1941 roku został szefem sztabu Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ. Po wydaniu wyroku śmierci na Ulczoka, podjął działania w celu namierzenia go. Dowiedział się, że ukrywa się w Rybniku i że bywa tam u niego ... Matejanka.
**
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych rodzina Matejanki podjęła próbę jej rehabilitacji. Podjął się tego Paweł Lisiewicz, który na łamach "Życia Literackiego" z 23 maja 1976 roku opublikował artykuł "Fakty przeciw mitom". Tekst stanowił w zasadzie stek bzdur - autor najwyraźniej nie miał bladego pojęcia o strukturze ZWZ / AK, o ludziach, którzy wówczas służyli w ZWZ i funkcjach, jakie pełnili. W zasadzie każdy kolejny akapit stanowił przykład rażącej niekompetencji autora, który to Korola określa mianem byłego prezydenta Chorzowa, o Kornasie pisze jako o dowódcy placówki ZWZ (w rzeczywistości był on szefem sztabu Komendy Okręgu i szefem jej oddziału II), a o Lazarze jako o szefie wywiadu (w rzeczywistości był on szefem Oddziału I Komendy Okręgu). To oczywiście tylko przykłady rażących błędów autora. Lisiewicz przedstawił tezę, iż to Ulczok wsypał Skrzeka i że to on stał za serią aresztowań, która nastąpiła potem. Twierdził on, że Ulczok wpadł w "kocioł", który gestapo założyło w willi "Lusia" i że za cenę podjęcia współpracy z gestapo został on uwolniony. Tyle że Lisiewicz najwyraźniej nie miał pojęcia, co naprawdę zdarzyło się wtedy w willi "Lusia" (zainteresowanych odsyłam do wątku o Okręgu Śląskim ZWZ/AK). Dodam, że nie ma cienia wątpliwości, że Ulczok nie mógł być w chwili śmierci Korola w willi "Lusia", jako że wcześniej opuścił on Wisłę - tego dnia o godz. 10.00 udał się na rowerze do Katowic, dokąd zresztą dotarł. Innymi słowy Lisiewicz przedstawił tezę, która była wyłącznie wytworem jego wyobraźni i która pozostaje w sprzeczności ze stanem faktycznym, który jest znany. Lisiewicz dodał, że to Ulczok, który był łącznikiem Komendy Okręgu, wsypał Szmechtę, jako że rzekomo tylko on - z osób, które mogły go wsypać - mógł znać faktyczną rolę Szmechty. Tyle że Lisiewicz nie wiedział, że zachowały się akta gestapo, z których jednoznacznie wynika, kto naprawdę stał za aresztowaniem Szmechty.
Po tym artykule na Lisiewicza zwaliła się lawina krytyki ze strony środowiska AK. Ten jednak nie zraził się i w dalszym ciągu podejmował liczne próby wykazania niewinności Matejanki i podważenia zasadności wydania na nią wyroku śmierci przez WSS. Kolejne artykuły były coraz lepsze merytorycznie, jako że autor starał się wyciągać wnioski z polemiki, jaką toczyli z nim byli akowcy. W rezultacie nie było już w nich tych rażących błędów, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że wszystko, co robił, skażone były grzechem pierworodnym - otóż najpierw postawił on tezę, a dopiero potem szukał argumentów dla jej poparcia. Jeśli więc podpierasz się, Piotrze, opinią Lisiewicza, którego to cytujesz w swym artykule, nie wspominając o jego osobistym zaangażowaniu się w tą sprawę i jego totalnej przy tym kompromitacji, to raczej nie jest to dobry kierunek...
Lisiewicz, podobnie jak Ty, posunął się do sugestii, iż WSS pochopnie wydawały wyroki, powołując się na casus Piątkowskiego, który został skazany na karę śmierci przez WSS, a po wojnie stanął przed sądem i ten go uniewinnił. Tyle że ci, którzy mogliby wówczas przeciwko niemu świadczyć, albo już nie żyli, albo aktualnie ukrywali się przed UB. W rezultacie sąd nie znalazł dowodów na skazanie Piątkowskiego i uznał, że należy go wypuścić.
Kiedy wybucha wojna, Helena ma 17 lat. Trafia do konspiracji i jako była harcerka zostaje przydzielona do lokalnego oddziału Sił Zbrojnych Polski. Szefem oddziału w Ligocie jest porucznik Karol Kornas, a Helena w szybkim czasie zostaje jego osobistą kurierką. Dostaje pseudonim "Julka". Ta współpraca trwa niecały rok. W październiku 1940 roku Kornas zostaje aresztowany przez gestapo. W tym czasie potężna fala aresztowań praktycznie rozbija struktury organizacji na Śląsku. Niemcy zatrzymują ponad 450 osób związanych z SZP. Podejrzenie zdrady pada na Matejankę. Dlaczego? Bo mimo że była najbliższą współpracowniczką Kornasa, miała kontakty wewnątrz organizacji, pozostała nieoczekiwanie na wolności.
Czy możesz napisać, kto dokładnie oskarżał Matejankę o ową wsypę? Kwestia ta ma dość bogatą literaturę, Ty zaś posługujesz się stwierdzeniami w formie bezosobowej... I kiedy te oskarżenia się pojawiły? Dodam, że Karol Kornas nie był dowódcą lokalnego oddziału Sił Zbrojnych Polski w Ligocie, ale szefem Oddziału II Komendy Okręgu Śląskiego, a po aresztowaniu Korola i przejęciu jego funkcji przez Szmechtę został szefem sztabu Okręgu Śląskiego ZWZ. Aresztowany został nie w październiku 1940 r., ale dokładnie 17 listopada...
Kluczowym momentem dla historii Matheanki jest wiosna 1941 roku. Zaczęło się od przypadkowo poznanego na katowickim dworcu niejakiego Pawła Ulczoka, z którym Helena wdaje się w rozmowę. Nieznajomy przedstawia się jako członek jednej z rozbitych grup SZP. Imponuje dziewczynie konspiracyjnymi znajomościami. Potem spotykają się coraz częściej. W maju Ulczok nieoczekiwanie zawiadamia Helenę o grożącym jej aresztowaniu, zabiera dziewczynę do swojego domu, a tam... godzinę później pojawiają się gestapowcy.
W historii pojawia się wątek romantyczny, który częściowo może wyjaśnić przebieg wydarzeń. Helenie w wyjściu na wolność pomaga gestapowiec Paul Breuche. Sekretarz kryminalny Referatu Czwartego zakochał się w pięknej katowiczance. Za jego namową Helena zgodziła się podobno podpisać wszelkie możliwe papiery, by tylko opuścić katownię. Pomógł jej spotkać się ze znajomym księdzem, wymyślił alibi dla zwolnienia. Rodzice mieli jedynie podpisać dokument, że był to występek młodej i nieodpowiedzialnej jeszcze dziewczyny. To wystarczyło dla opuszczenia więzienia. Tę wersję potwierdził katowicki ksiądz Franciszek Jerominek, któremu Breuche pomógł przy jeszcze jednej sprawie i który rozmawiał z Heleną dzięki pomocy gestapowca.
Moi rozmówcy na hasło Matheanka podnoszą głos, niektórzy jakby szykowali się do plunięcia czy przeklinania. Czarna legenda Heleny cały czas obrasta dodatkowymi historiami - ktoś zaklina się, że "Krwawa Julka" współpracowała z Niemcami jeszcze przed wojną, ktoś inny jest przekonany, że dziewczyna nie jest bratanicą księdza kanonika, ale jego... córką! Niektórzy dają głowę, że pracowała dla Niemców jako szpieg w Hiszpanii i Portugalii. A przy tym są przekonani, że Helena jest winna śmierci nie kilku zarzucanych jej przez prokuratora osób, ale kilkuset członków Sił Zbrojnych Polski! Są i tacy, którzy widzieli, jak paradowała w niemieckim mundurze wśród więźniów... W kilku gazetach określono ja mianem "diabła w ludzkiej skórze".
Zajmujesz się jakimiś rzekomymi plotkami, przez co chcesz osiągnąć efekt absurdalności wszelkich oskarżeń kierowanych wobec "Krwawej Julki". Zamiast próbować cokolwiek wyjaśnić, starasz się stworzyć atmosferę istnienia jakiejś rzekomej nagonki na jej osobę, w której nic nie może być uznane za pewne. Rozumiem, że taki właśnie styl obowiązuje obecnie w prasie. Mam nadzieję, że jest to wyłącznie rezultat "gazetowego" podejścia do tematu i że w książce będzie mniej spekulacji, insynuacji, sugestii i "tworzenia atmosfery", a więcej faktów...
Warto w tym miejscu przedstawić cytat z wypowiedzi prokuratora Juliusza Niekrasza, który zaraz po wojnie zajmował się sprawą Matheanki. Tak napisał w liście do pułkownika Starczewskiego: "Kur... tą będę musiał zająć się osobiście, tak jak w swoim czasie zająłem się Grolikiem, Kampertem i Ulczokiem [trio agentów gestapo sądzonych przez Niekrasza - przyp. red.]. Przepraszam za brzydkie słowo, ale Mathea nawet na takie nie zasłużyła, z każdego palca kapie jej krew polskich harcerzy". Przy takim nastawieniu chyba każdy bałby się zaryzykować bezstronny proces.
Oto więc ktoś powiedział, że kiedyś tam Niekrasz napisał do kogoś to i owo, a skoro on to napisał, to nie jest on godnym zaufania źródłem informacji. Tak więc zamiast merytorycznej oceny argumentów, mamy zaprezentowaną plotkę, której treść ma być wystarczającym argumentem, by nie zajmować się tym, co Niekrasz ma w tej sprawie do powiedzenia....
Czesław Mathea: - Między stryjem kanonikiem Karolem Mathea a prokuratorem Niekraszem istniała zdecydowana wrogość. To mógł być jeden z powodów, że Niekrasz tak uwziął się na moją siostrę!
Tyle że kolejność zdarzeń była dokładnie odwrotna. Pomiędzy prokuratorem Niekraszem a krewnymi "Krwawej Julki" istotnie panowała wrogość, ale była ona następstwem wystawienia przez Niekrasza za nią listu gończego, z Twojego tekstu zaś wynika, że Niekrasz ją ścigał, bo miał konflikt z Matheą.
Dodam, że Niekrasz i Siemiginowski to ikony polskiej konspiracji w Okręgu Śląskim ZWZ / AK. To są właśnie osoby, które mogą i powinny fascynować... Do tego Niekrasz był prawnikiem z ogromnym doświadczeniem wyniesionym z licznych procesów karnych, w których występował zarówno jako sędzia, jak i prokurator, jak i adwokat. On wie najlepiej, na czym polega zbieranie materiału dowodowego. Był na Śląsku wielkim autorytetem w tej dziedzinie i nie wolno kwitować tego, co ma do powiedzenia w sprawie, na której – można rzec – zęby zjadł, plotką, która rzekomo ma go czynić niewiarygodnym.
Nazwisko Krwawej Julki brzmiało Mathea, ale przyjęło się ją nazywać Matejanką - tak ponoć była nazywana jeszcze przed wojną. Matejanka nie mieszkała w GG - Górny Śląsk został wcielony do Rzeszy, zaś Matejanka miała volkslistę (zresztą jak zdecydowana większość Ślązaków).
Natomiast żeby była jasność – w grudniu 1940 roku miały miejsce aresztowania w szeregach Okręgu Śląskiego ZWZ, które szczegółowo opisałem tutaj: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490
Helena Mathea, zwana też Matejanką i używająca pseudonimów „Julka” i „Lu”, łączniczka w Komendzie Okręgu, uniknęła aresztowania. Nie na długo jednak. 18 maja 1941 roku i ona zostaje aresztowana, ale już po kilku dniach odzyskuje wolność. Przypadkiem spotyka w pociągu prof. Alojzego Targa, zastępcę Delegata Rządu na Okręg Śląski, któremu opowiada, jak to gestapowiec Paul Breuche zakochał się w niej i doprowadził do jej uwolnienia. Dodajmy, że „Julka” była kobietą niezwykłej urody i nie trudno wyobrazić sobie, że ktoś mógł się w niej zakochać.
Nie wszyscy jednak dali jej wiarę. Komendant Inspektoratu Katowice, michałkowiczanin Józef Skrzek, zgłosił zastrzeżenia odnośnie „Julki”, w związku z czym odbyły się dwie narady w jej sprawie. Pierwsza miała miejsce jeszcze w maju, druga - w lipcu. Na nieszczęście, większość zebranych uznała wyjaśnienia „Julki” za wiarygodne i została ona dopuszczona do pracy konspiracyjnej.
Dodajmy w tym miejscu, że Paul Breuche miał nakłonić Matejankę, by ta „dla pozorów” podpisała zobowiązanie do współpracy z gestapo, ale – jak zapewniają jej obrońcy – „nikomu krzywdy nie wyrządziła” (skąd my to znamy?). Jak już wspominałem, po fali aresztowań w Inspektoracie Katowice Matejanka „ulotniła się z Katowic” – jak to napisał w swym meldunku mój dziadek (aresztowany 28 lutego 1944 r. przez gestapo i powieszony w KL Auschwitz).
Nim Matejanka znalazła się w Wiedniu, przez rok przebywała w Lipsku, gdzie uczyła się angielskiego. A jak to się stało, że tuż przed przybyciem do jej wiedeńskiego mieszkania grupy likwidacyjnej AK wyprowadziła się z niego, tego nie wiem... Przypadek? A może ją ktoś ostrzegł? Niestety, nie mamy dowodów, które potwierdziłyby którąkolwiek z wersji...
Wojciech Kempa
Matejanka podjęła w Wiedniu studia na medycynie jako wolny słuchacz. Tam wyczaił ją wywiad AK. Grupa egzekucyjna miała ją zlikwidować w jej mieszkaniu, ale okazało się, że właśnie się wyprowadziła.
Juliusz Niekrasz jako prokurator ścigał też innych podejrzewanych o zdradę. Przypomina mi się z literatury sprawa agentki gestapo Marty R. , która zadenuncjowała Ksawerego Lazara. Po wojnie Niekrasz jej poszukiwał i uzyskał informację o jej śmierci w czasie wojny popartej aktem zgonu. Gdy w 1947 r. pojawiły się wątpliwości dotyczące wiarygodności tego dokumentu prokurator Niekrasz ponownie wszczął śledztwo, które zaprowadziło go aż do Włoch. Odkrył, ze Marta R. Była chora na gruźlicę i leczyła się za granica na koszt gestapo. Uzyskał też potwierdzenie jej śmierci i dopiero wówczas zamknął śledztwo. Był fachowcem doprowadzającym sprawę do końca.
Matejanka podjęła w Wiedniu studia na medycynie jako wolny słuchacz. Tam wyczaił ją wywiad AK. Grupa egzekucyjna miała ją zlikwidować w jej mieszkaniu, ale okazało się, że właśnie się wyprowadziła.
Juliusz Niekrasz jako prokurator ścigał też innych podejrzewanych o zdradę. Przypomina mi się z literatury sprawa agentki gestapo Marty R. , która zadenuncjowała Ksawerego Lazara. Po wojnie Niekrasz jej poszukiwał i uzyskał informację o jej śmierci w czasie wojny popartej aktem zgonu. Gdy w 1947 r. pojawiły się wątpliwości dotyczące wiarygodności tego dokumentu prokurator Niekrasz ponownie wszczął śledztwo, które zaprowadziło go aż do Włoch. Odkrył, ze Marta R. Była chora na gruźlicę i leczyła się za granica na koszt gestapo. Uzyskał też potwierdzenie jej śmierci i dopiero wówczas zamknął śledztwo. Był fachowcem doprowadzającym sprawę do końca.
Zaś sprawa winy Heleny Matejanki , jak na dziś, nie podlega dyskusji. Pogrążają ją – bo pierwsze gryps jaki udało się wysłać z więzienia aresztowanemu inspektorowi katowickiemu Józefowi Skrzekowi ps. "Gromek". Kończył się on słowami "Jula pracuje dla gestapo"(cyt za J Kretem). Po drugie zeznania Bernarda Łukaszczyka, ministranta ks. Jana Machy aresztowanego 6 września 1941 r. na dworcu w Katowicach. Był on świadkiem jak dwóch funkcjonariuszy gestapo w towarzystwie urodziwej blondynki zabrało księdza z dworca chwilę po tym jak dziewczyna wskazała im Machę. Po trzecie nie znam przypadku aby zdekonspirowanego żołnierza podziemia gestapo zostawiało w spokoju – zawsze zwolnienie miało jakiś ukryty cel. Gdybyśmy uznali za prawdę to co mówiła Matejanka, że nie była agentką to musielibyśmy stwierdzić jej bezbrzeżną głupotę. Przecież na każdym konspiracyjnym spotkaniu na którym była w chwilę po niej zjawiało się gestapo. Co oznaczało że najlepszym wypadku agenci gestapo cały czas ją szpiegowali. Żaden wierny sprawie żołnierz podziemia, nie będzie w takich okolicznościach szukał kontaktu z organizacją, a Matejanka szukała. Mało tego wszyscy podkreślają jej inteligencję i rzutkość (bez tego nie zostałaby łączniczką K. Kornasa) co w zasadzie przesądza sprawę. Jeśli zaś była szantażowana mogła ujawnić ten fakt przed dowództwem. W takim przypadku podziemie pomagało np . przerzucając na inny teren i dając nową tożsamość.
Helena Mateja nie wykorzystała też wszystkich możliwości po wojnie żeby się oczyścić z zarzutów wydania w ręce gestapo ok 10 członków AK. Gdybym ja był na jej miejscu napisałbym zaraz na świeżo, dokładną relację z tych wydarzeń ,które mogły mnie obciążyć i złożyłbym je w odpowiednich organach np w GKBZHwP za pośrednictwem pełnomocnika prawnego. Jeśli dziś miałyby nastąpić zeznania to niestety obawiam się, iż wiek oskarżonej i upływ czasu będą miały negatywny wpływ ich wartość. Innym sposobem jest poszukiwanie nowych dokumentów – niestety w Polsce i prawdopodobnie w Niemczech ich nie ma, mogą być w Rosji bo Sowieci w 1945 r przejęli część dokumentacji katowickiego gestapo (tak przynajmniej twierdzi profesor Ryszard Kaczmarek). Za to obrona Heleny Matei zawarta w artykule w „Gazecie Wyborczej” - jak już wcześniej pisał Wojtek, to niestety stek bzdur.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz